Kategorie: Wszystkie | Decu | Szaleństwo dorosłej kobiety, czyli lalki | Szydełkowe i drutowe dzierganie | Takie tam... | Taniec | Za jeden uśmiech | Łaciato mi...
RSS

Szaleństwo dorosłej kobiety, czyli lalki

niedziela, 06 września 2009

Przeglądam sobie lalkowe forum międzynarodowe - wiele osób szyje lepiej niż ja, ale też wiele szyje fatalnie, a mimo to sprzedaje. Przy okazji znalazłam dwa modele lalek, które z miejsca mi się spodobały.

Pierwszy z nich to Yewon z SoulDoll. Wiem, że w przypadku firmowych zdjęć wiele efektu zależy od ubrania, dodatów i niestety Fotoshopa, ale urzekło mnie łagodne spojrzenie tej lalki. Po prostu według mnie wygląda bardzo, hm, "lalecznie" ;-)

Drugą lalką jest Mei z Resinsoul - zaskoczyła mnie cena, która wynosi zaledwie 140 dolarów. Dlaczego tak tanio? Wliczywszy makijaż (10 USD), dodatkową parę oczu (5 USD) i koszt przesyłki, która wynosi dla Polski okolo 45 USD mamy lalkę za 200 dolarów, co według kursu wynosi jakieś 580 zł. Podejrzanie tanio.

Ale wracając do Mei - jest biała, chudziutka, ma elfie uszka i wyglądałaby idealnie w stylizacji na spłoszonego leśnego duszka. Specjalnie piękna nie jest, ciałko też nie wyróżnia się nieczym poza chudością(wolę jednak lalki o pełnych biodrach i kształtnym biuście, a tymczasem idzie do mnie lekko anorektyczna dollzonka z żyrafią szyją)

 

środa, 19 sierpnia 2009

Na początek - bardzo się cieszę, ze przesyłki dotarły już do Brahdelt i Przemka. Wygląda na to, ze poczta polska nie sprawiła mi zawodu, przynajmniej w 2/3 zleconego jej zadania. Co do pozostałej 1/3 - czekamy na wieści :-)

***

Ze spraw bieżących - skompletowałam już piekny karton przyborów szkolnych dla naszej podopiecznej. To miła dwunastolatka, dość dojrzała na swój wiek, którą mamy zaszczyt czasem wesprzeć z powodu jej trudnej sytuacji rodzinnej. Zaczęło się od akcji gwiazdkowej na forum gazetowym i tak już trwa. Wiecie, jaka to frajda przebierać znowu wśród zeszytów, pisaków, piór i rozmaitych różności, które każdy uczeń mieć powinien? To prawie tak przyjemne, jak wizyta w pasmanterii - przyjemność wzmocniona faktem, że komuś jeszcze będzie z tego powodu miło. Brakuje mi jeszcze tylko ładnego kubeczka w prezencie szkolnym dla niej, żeby mogła pić z niego herbatkę przy śniadaniu i odrabianiu lekcji :-) I jutro przesyłka rusza.

***

W szale :-) oczekiwania na moją Amber, jej rdzawe włosy i bursztynowe oczy przeglądam sobie lalkowy strony. Mam już za sobą doświadczenie w szyciu sukienek - nawiasem mówiąc moja Mama obejrzała Red Alice i stwierdziła, ze jest świetnie uszyta, co bardzo mnie cieszy, bo przecież jest to werdykt wydany przez zawodową krawcową :-) - w każdym razie z każdą sukienką sobie poradzę i nawet mnie teraz nie ciągnie do szycia kolejnych "Alicji" (o, matko, co za składnia)

Ale bardzo, bardzo pragnę uszyć SZATY. Tak, coś pośredniego pomiędzy strojami ceremonialnymi chińskiej księżniczki, japońskim uchikake i elfowymi zwiewnościami. Brzmi groźnie, ale już zaopatrzyłam się w biały batyst na spodnią szatę, mam złoty szantung, satynę w nieco ciemniejszym odcieniu złota, mam ciemnonebieski chiński żakard i złote wzory - nic, tylko szyć... Na przykład tak, jak stylizuje swoje lalki Dolkot. jestem po prostu urzeczona; od kilku dni bez przerwy oglądam i zapisuję sobie linki. I cały czas dochodzę do wniosku, że jeśli moja maszyna pójdzie po syntetycznych tkaninach, to nic mnie nie powstrzyma. Niech no tylko przyjdzie już ta moja słodka dollzonka.

Zdjęcia są tutaj i tutaj oraz na przykład tu i tu.

Wiem, ze to przepych cesarskiego dworu i namnażanie szczegółow - biżuterii, rozbudowanych rękawów, wielowarstwowość konstrukcji tworzy ten klimat, ale mnie się to szalenie podoba. I niech mnie ktoś spróbuje powstrzymać... :-)

 

wtorek, 11 sierpnia 2009

Kiedy rozważałam zakup pierwszej lalki, wyobrażałam sobie kolekcję tematyczną - moje ukochane postaci książkowe wcielone w żywicę. Wszystko szło cudnie, dopóki nie zdałam sobie sprawy, że nigdy i nigdzie nie znajdę lalki, która upostaciuje Emilia Sandoza (mniej zorientowanych odsyłam do Wróbla oraz Dzieci Boga) I tak myśl o kolekcji poszła sobie :-)

Potem przyszło mi do głowy, że miło byłoby mieć lalki przedstawiające bohaterki opowieści, którą kilka lat temu pisałam i marzyłam, a teraz trzymam w szufladzie, niedokończoną. I zamówiłam moją dollzonkę.

Teraz czekam sobie na jej przybycie - może w końcu września, w końcu idzie z dalekich Chin - a w międzyczasie gromadzę zdjęcia... Wszystkie pokazane tu zdjęcia pochodzą ze stron firmowych.

Pierwsza jest Dollzone Reiko - ma cudną, nadąsaną twarzyczkę, zadumane spojrzenie, wyobrażam sobie ją jako mroczniejszą siostrę mojej Amber - może nazwę ją Perła (może bardziej w konwencji chińskiego dworu: Cenna Perła), dam srebrzyste oczy i włosy?

Druga to lalka z Iplehouse - Harin. Poniżej dwa zdjęcia - zwykłej i fullsetowej Harin, która niestety widnieje jako wyprzedana :-(

Zwykła - świetna jako podstawa do dalszych stylizacji.

No i Harin w wersji cesarskiej. Piękna. Zdjęcie kiepsko zmniejszone, ponieważ dopiero zaprzyjaźniam się z programem Picasa :-)

Po trzecie - moje niedawne odkrycie - Raurencio Studio i nieoczekiwany dla mnie zachwyt męską lalką - oto model o imieniu Remiel, piękny młody mag, z nieobecnym wzrokiem, zasłuchany w wirujące w myslach zaklęcia...

Na koniec - Souldoll. Przestrzega mnie Brahdelt, że te lalki mogą się okazać krzywe, źle odlane - cóż, skoro przynajmniej jedna z nich mnie podbiła...
Cóż - możliwe, ze uzupełnię zdjęcia wieczorem, bo teraz ich strona słabo chodzi.

Są oczywiście jeszcze zastanawiające lalki z Soom, z Dollmore, z rozmaitych firm, które już mniej mnie zachwycają. Z całą pewnością nie podobają mi się natomiast lalki wampirze, nie podoba mi się dollmorowa Dahlia. Czasem podoba mi się bardziej stylizacja i samo otoczenie lalki niż ona. Tak jest na przykład w przypadku dollmorowej Ha Yarn Cho - oto dwa jej wcielenia, a tylko sukienka mi się podoba...

 

Na koniec tego przydługiego wywodu - nowalijka z Dollzone - lalka w rozmiarze SD, czyli 60 cm. Podobna do Reiko, może mniej zadumana, a bardziej kapryśna. Świetny materiał do stylizacji :-)

Violetta:

 

 

piątek, 17 lipca 2009

Właściwie to już wrócił.

Wczoraj umówiłam się z Neco w lodziarni Grycana we Wrzeszczu, żeby oddać mu lalkę. Nie obyło się bez zdziwionych spojrzeń dorosłych i jednej zachwyconej dziewczynki, która miała oczy jak spodki:-)

Najpierw, ponieważ ciut za wcześnie przyszłam, była mrożona kawa i książka dla mnie, a sama książka dla Ninia:

Nini czytał "Pieśni Bilitis", co moim zdaniem dobrze pasuje do jego charakteru.

Potem nadszedł Neco i było wielkie przebieranie. Stos fatałaszków :-)

Jako "Czerwony Kapturek" trochę się wstydził. Ale jako Alicja z nową poduszką już nie. I nawet popłakał sobie na pożegnanie...

A na koniec omake - Nini z nowym kumplem - różowym hipciem należącym do Igiełki:

I już :-)

wtorek, 07 lipca 2009

 

Dobrze ma, bo przynajmniej wie, co ją boli... ja mam ogólnie spleena i chandrę z przyczyn niewyaśnionych...

Zamówiłam lalkę. Nie zdążyłam jeszcze wydrukować danych do przelewu, a już mam wątpliwości... czy na pewno mi potrzebna?

Uszyłam lalkowe kiecki. Dwie dla znajomego, jedną na sprzedaż. Jeszcze się nie sprzedała. A miałam nadzieję podbudować szyciem lalkowy budżet...

Ach, pocieszę się chociaż lalkowym zdjęciem...

Zamówiłam lalkę w rozmiarze MSD, czyli 45 cm. Peruka na drugim zdjęciu przyjedzie wraz z lalką, do tego będą jeszcze oczy w miodowym kolorze. Lalka dostała na imię roboczo Amber, a ja czuję, że może będę w domu miała rzecz zbędną, drogie zaspokojenie kaprysu...sama nie wiem...

Muszę się Wam zwierzyć - popieram mojego Męża, kiedy swoje ciężko zapracowane pieniądze przeznacza np. na zakup sprzętu grającego, głosników zrobionych "na miarę" czy tego rodzaju rzeczy. Ale kiedy ja zapokajam swoja kosztowną zachciankę, nie mam dla siebie tej wyrozumiałości...

Nic to. Poradzę sobie ze sobą.

A na dodatek prowadzenie dwóch blogów nie wydaje mi się sensowne, więc pozostawię allfordoll na jakiś potrzeby, a tu wkleję zdjęcia uszytych sukienek:

Black Alice - dla Neco

Red, red Alice - na sprzedaż

Czerwony Kapturek - dla Neco

Pozował Nini (Unoa Lusis Boy)

***

Tak sobie myślę, że jednak umiem szyć...

 

 

 

 

czwartek, 04 czerwca 2009

To mój nowy adres, gdzie mam zamiar chwalić się lalkowymi rzeczami. Tutaj zostawię sobie robótki rozmaite - ale tam możecie czasem zajrzeć i ocenić, czy mam talent w kwestiach "lalecznych" :-)

 

piątek, 29 maja 2009

Ponieważ Brahdelt dostała już przesyłkę dla Rori, mogę się bezwstydnie pochwalić. Oto patchwork dla wyłącznego użytku lalki, wymyślony pod wpływem sesji zdjęciowej przedstawiającej Rori czytającą książkę. Tak mi jakoś wpadło do głowy, ze Herbatka ma ładne skrawki orientalnego materiału, którymi zdecydowała się ze mną podzielić, i że pled wymaga jakiegoś niebanalnego wzoru. Wybrałam "wachlarz babci" i to była trafna decyzja. No i pierwszy raz szyłam po łukach, co nie było łatwe...

Tu zaraz po zakończeniu pikowania ręcznego - przepraszam, ze taki wymięty ;-)

Mam nadzieję, ze Rori jesienią mile będzie mnie wspominać, zatulona w pled :-)

***

A co do reszty tytułu - ostatnio, po intensywnym namyśle, wybrałam już lalke, którą będę chciała kupić. Jest to dollzone Orlando, śliczna i subtelna, idealni wpisującą się wybraną przeze mnie stylistykę. Rzecz jasna, tu zamieszczam zdjęcia firmowa, ale ostatecznie przekonało mnie zdjęcie umieszczone na forum BJDream przez posiadaczkę takowej lalki. Mam jej zgodę, więc umieszczam foteczkę - oto Iris należąca do Eloe z forum BJDream:

A to zdjęcia firmowe:

 

A to elementy, które będę musiała zakupić osobno, żeby nadać jej ostateczny kształt i charakter -

Na przykład oczy o odcieniu morskim:

Peruki:

O, nawet na zdjęciu jest Orlando :-)

W każdym razie, Arianrhod z całą pewnością pójdzie w stronę fantasy.

A kolejna lalka - Hitomi - będzie rodowitą japonką. W kimonach, za parawanem, przy herbacie.

 

No i na koniec nowina - Neko z forum BJDream obiecał mi pożyczyć jednego ze swoich lalków - do szycia. Wprawdzie na początek będzie to MSD, ale nie szkodzi - oswojenie się z wymiarami, objętościami lalki będzie bezcenne. Bo ja cały czas mam w umyśle i w dłoniach  pamięć lalek Barbie i im podobnych. Zupełnie różnych.

 

 

środa, 27 maja 2009

W dodatku z różową kokardką i koronką - sama  nigdy bym takich nie nosiła :-)

Wymiary gatek:

pas 18 cm

biodra 30 cm

obwód nogawki 20 cm

długość gatek - 10 cm od pasa.

Skorzystałam z wykroju umieszczonego na undead threads. Musiałam jednocześnie mocno go dopasować do moich wyobrazeń o wymiarach lalki.

Gacie są słodkie, mają zapięcie na mały zatrzask i generalnie nie wiem, do czego mogłyby mi posłużyć :-)

:-)

Niewątpliwie należy się im prasowanie po szyciu, ale mam lenia.

Zrobione z miekkiej bawełny, wstążek i koronki.

 

niedziela, 24 maja 2009

zielona torba

Wymiary zielonej: długośc z paskiem 17 cm, szerokość 15 cm, pasek do brzegu torebki- 7,5 cm.

brązowa

Wymiary brązowej - szerokość 15 cm, długość całkowita 26 cm, długośc paska 12 cm.

czerwona

Czerwona - raczej wizytowa, w malinowym odcieniu. 9 x 9 cm, kółka 4 cm, ale niedobre, bo metalowe i ciężkie. Dawno temu miałam identyczną różową, wydzierganą w przypływie natchnienia.

To, co widzicie, to oczywiście torebki dla lalek dollfie. Ale czy w dobrej skali? 

 

wtorek, 19 maja 2009

I uszyłam patchwork na łóżko dla MSD, czyli lalkę 45 - centymetrową. Teraz jest w fazie ręcznego pikowania, co widać na fotkach poniżej - nie ma jeszcze lamówki, ale i na to przyjdzie czas.

A ponadto - poprosiłam Mariusza o pomoc przy skonstruowaniu łóżka w rustykalnym stylu, pasującego do tego patchworka. Może i zabieram się od końca, ale czemu nie? :-)
Jeśi łózko wyjdzie tak udane jak myślę - wybielone, zdekupażowane i ogólnie bardzo retro w wyrazie (rany, jak to brzmi...), pomyślę również o parawanie. Sama nie wiem, czy takie roboty nie pociągają mnie bardziej, niż samo posiadanie lalki.

W kazdym razie - oto patchworkowa kapa na nieistniejące łóżko. Wymiary bez lamówki: 44 x 44 cm, po dodaniu szerkiej lamówki ciut się zwiększą.

błękitny  

ujęcie 2

Jak widać - prezentowany kiedyś w fazie szycia bloczek ślicznie się sprawdza. Szkoda, że na takim zdjęciu pikowań nie widać - z drugiej strony - tu akurat pikuję tylko po szwach "muszek" - więc poza ogólną plastycznością wzoru niewiele będzie do oglądania. No, i ta gustowna, wściekle żółta fastryga...

A na deser - zdjęcei z mojego okna, wczoraj:

tęcza

Dziękuję za uwagę :-)

P.S. Posłałam Brahdelt mały drobiazg - do osobistego użytku Rori. Ciekawa jestem, czy się spodoba? I czy spodoba się Herbatce, która też przyłożyła do tego paluszek?

 
1 , 2