Łaciato mi...

czwartek, 08 października 2009

"B" jak  Brahdelt :-) bo to od Niej dostałam śliczny materiał, który sam narzucił formę i kształt szycia. Zdradzę Wam, że były też inne skrawki, ale one czekają jeszcze na swoją kolej. Ta zielona bawełna z motywem drzew jest mięciutka i delikatna, i idealnie pasowała do kolejnego ocieplacza do Bożenkowego kramiku.

Przedstawiam Wam "Jesiennik" z motywem klonowego liścia.

Więcej szycia tymczasem nie będzie. Skończyła mi się ocieplina, brak mi wkładów do poduszek, za to maszyna po czyszczeniu ma się lepiej niż ostatnio ;-)

Ale chcę jutro, przy okazji dnia wolnego, zacząć szal wedle przepisu Dagny. Wydaje się zrozumiały, nawet przy moich ograniczonych umiejętnościach, więc trzymajcie kciuki, proszę.

środa, 07 października 2009

Jakoś ostatnio rączo mi idzie i pisanie, i szycie. Postanowiłam wprowadzić w życie radę Mariusza i zostawiać pracę w pracy, nie denerwować się i nie gryźć sprawami, na które nie mam wpływu. To działa, naprawdę. A poza tym - zamiast marudzić o braku czasu wzięłam sie w garść i zorganizowałam. Na pewno na mój nastrój wpłynęła moja Instuktorka tańca, która mnie uskrzydliła ostatnio i sprawiła radość pochwałą, ale to nie jedyna przyczyna. Miałam okazję zrobić dla kogoś coś dobrego i dlatego mi tak miło ;-)

Ale do rzeczy. Eda prosiła o zdjęcia, więc miło mi je zamieścić. Proszę, weźcie pod uwagę, ze kuchenny aneksik ma naprawdę trzy metry, a trzeba zmiescić w nim wszelkie dobra i dobytki. Dlatego w szafkach tak tłoczno, co widać przez matowe szybki.

Widać na ostatnim zielonego kota ;-)

Dla Czarcika mam dowód, ze soczewica da się zjeść. Oto nasze pudełka śniadaniowe, przygotowane do zabrania rano do pracy -soczewica w orientalnym smaku i pikantna marchew w sezamie. Porcja godna, na 9-10 godzin wystarcza. Z towarzystwem wielkiego jabłka, rzecz jasna. Bo bez jabłka sie nie liczy.

A ostatnia rzecz, jaka teraz chciałabym Wam pokazac, to dwa małe patchworki, uszyte dla Bożenki. Tu możecie o Niej poczytać, a ja zdradzę, że Bożenka jest tancerką poznaną na forum Belly-dance.pl, cierpi na cukrzycę i zbiera na pompę insulinową. A koleżanki - tancerki urządzają zbiórki i kramik z rękodziełem, zeby Jej pomóc. No to jak się nie przyłączyć?
Będę jeszcze szyła - jutro i w piątek mam dwa dni wolne przed weekendem, więc spożytkuję ten czas najlepiej jak się da. Tymczasem - przedstawiam ocieplacz na imbryk (mam fioła na tle ocieplaczy) i poduszkę. Bloki do tych patchworków byly szyte techniką paper piecing, którą bardzo polubiłam.

Ach - ocieplacz był szyty na miarę moich imbryków, tych większych - Wedgwooda i Grindleya. Wzór bloku - Heart Cat.

Wedgwood wystawia zalotnie dziobek ;-)

A tu poduszka. Uszyta w ciemnych odcieniach, bo taką miałam fantazję :-) Poza tym, sądzę, że jasny róż dobrze komponuje się z czekoladowym brązem i czernią. Wzór bloku - Ray heart, ten sam co w ocieplaczu dla Elaine:

Kieliszek i bałagan pomijamy wzrokiem, w końcu zdjęcie jest wprost z pola walki. Zdjęcie ogólnie ciemne, ale już było baaardzo późno.

Poduszka ma już gotowy wkład z Ikea w środku. To był ostatni, jaki miałam w zapasie, więc kolejne będą tylko poszewkami. Ale to mnie chyba nie dyskwalifikuje?

 

czwartek, 07 maja 2009

Mogę już odtajnić tajny projekt w połowie - Lejdik dostała moją przesyłkę i chyba jest zadowolona ;-) Uszyła dla niej dwie poduszki w zieleniach, bo taki był zalecony kolor. A jak poduszki wyglądają - jeszcze u mnie w domu - zobaczcie sami. Lejdik obiecała kilka zdjęć od siebie, to tez je pokażę.

I oczywiście nie omieszkam pochwalić się przesyłką od niej, ale to ta druga część wymianki, nadal utajniona :-) dopóki do moich drzwi nie zapuka listonosz...

wierzch pierwszej poduszki

wierzch drugiej poduszki

Zdjęcia częściowo uszytych wierzchów są dla mnie - ale możecie sobie popatrzeć.

A teraz sesja zdjęciowa własciwa. Udział wzięli: poduszki Lejdik, Igiełka oraz stara, bardzo stara sofa, której daliśmy na imię Sofia. Sofia jest bardzo mieszczańskim  meblem, trafiła do nas niedawno, a już kochamy ją za zbytkowną wygodę  jaką nam zapewnia. I za to, ze jest taka stara, że należała o kogoś - może jakiejś miłej starszej damy, która tez miała w domu kota... Jeszcze tylko musimy ją profesjonalnie wyczyścić, gdyż domowe oczyszczanie nie przyniosło należytego efektu, widac plamki i zatarcia na aksamicie.

poduszka 1 gotowa

poduszka 2 i kot

poduszki razem

I jak - mogą być? :-)

 

poniedziałek, 04 maja 2009

W moim zyciu popełniłam już kilka toreb. Głównie szydełkowych w czasach, gdy jeszcze nie przypuszczała, ze będę prowadzić bloga. Są też torby szyte, tzw. ekologiczne.

I jest ta. Nienowa, niemała. Ukochana. Z obowiązkowym kwiateczkiem, który ma sie już coraz gorzej...

 

torba...

Mieści dosłownie wszystko: dwa telefony (ma przegródkę), organizer, klucze służbowe (fajnie brzmi, nie - zupełnie, jakbym była klucznicą we dworze); drugie śniadanie, kosmetyczkę, książki do biblioteki, zakupy zrobione po drodze do domu, butelkę wody... Wzór - chyba dość popularny - pochodzi od dziewczym z robótkowego podforum wizaz.pl

A w środku ma absurdalną różową podszewkę z angielskiej zasłony, zdobytej na Ciotce mojego Męża :-)

niedziela, 26 kwietnia 2009

Są takie cudowne dni, kiedy mam wolne. I to nie dlatego, ze kodeks pracy tak stanowi. Mam wolne, bo wszystko, co powinno być zrobione już uczyniono, Mąż sam się o siebie zatroszczył, a w domu błogi spokój i samozadowolenie.

Taki dzien był wczoraj: Maroccanmint sama w domu, w towarzystwie Igiełki i Jane (dla niewtajemniczonych: Igiełka jest miłym kotem, a Jane to moja maszyna do szycia)

Po półrocznym urolpie remontowym Jane rwała się do pracy wręcz szalenie, szyła jak burza; chwilami miałam wrażenie, że to ona mnie kontroluje, a nie ja ją :-) 

Popatrzcie sami:

Igła zadowolona, na kartonie ze szmatkami; Jane na miękkim podkładzie, w towarzystwie maty, noża, nozyczek i utensyliów wszelakich:

Nie wszystkie szyte rzeczy będę mogła wam pokazać - to tajemnica, która wkrótce przestanie być tajemnicza i wówczas się pochwalę. Ale uszyłam sobie haremki do ćwiczeń. 

Dawno, dawno temu dostałam wielki kawał białej tkaniny, etaminy podobno. Wczoraj wydobyłam ją uroczyście, obmierzyłam, pokrajałam i szybkim trybem zmieniłam w haremki do tańca. Ale że białe mi się nie podobały, ufarbowłam je na czerwono: Panie i Panowie, oto haremkowa zupa

Na moje nieszczęście okazało się poniewczasie, że rzeczona etamina składa się w 91 procentach z poliestru.

I taki jest wynik farbowania (w tle zdjęcia widac jeszce remontowe narzędzia, proszę o pominięcie wzrokiem, jak równiez moich fałdek):

Materiał dostał plam i zacieków. I do końca dnia mój dom pachniał barwnikiem i octem, brrr...

 

 

niedziela, 22 marca 2009

Ano tak. Blox pożarł mi pierwotny wpis, więc mnie złość ogarnęła i kto wie, czy sie nie przeprowadzę.

A co do szycia - w każdy wolny dzień siedzę wśród szmatek, korzystam z dobrego światła rano i szyję sobie różności z myślą o pewnym projekcie.

Na przykład niebieska poduszka z różnych niebieskości:

Większa część wierzchu poduszki; wzór oczywiście Bow Tie, który za mna chodzi i tym bardzij mi się podoba, im mniejsze segmenty...

Łapki do garów tez się szyją, na razie trzy, bo dni wolne się skończyły:

Lamówke wszyję ręcznie. Taka jest moim zdaniem najładniejsza :-)

sobota, 24 stycznia 2009

Wczoraj, szyjąc poduszkę dla mojej Mamy, zastanawiałam sie nad tym, co w idei patchworku podoba mi się najbardziej.

Oto poduszka: żółty pochodzi z Ikea, błękitny był zdobyczna koszulą (zapinany przód koszuli posłużył mi jako zapięcie tyłu poduszki), skrawek brązowego pozostał po pledziku dla córki znajomej, a prześliczny wzorzysty materiał kosztował mnie w pewnym sklepie 80 groszy, kiedy jeszcze był dołem od meskiej piżamy... Wzór nazywa się "broken dishes" i tak mi się wydaje, że ten chłodny błękit ładnie podkreśla miękkość brązów. 

I właśnie to, o czym o pisałam - ta zbieralność różnych szmatek, historia, jaka z nimi wchodzi do całości wydaje mi się najbardziej interesująca w całym procesie szycia. Bardziej nawet niż dobieranie barw. Bo czy to nie wspaniałe, gdy w jednym przedmiocie spotykają tak różne "skrawki życia" - sukieneczka siostry z czasów, gdy była jeszcze słodkim berbeciem; koszula wuja; powłoczka, która już nie posłuży we śnie...

I jeszcze jedno zdjęcie: poduszka z kotem była moim pierwszym spotkaniem z Paper piecing. Wówczas nie bardzo wiedziałam, jak ją wykończyć. Mama dodała jej plecy i oto ona: sympatyczna. Pokazywałam ją już wcześniej, ale pochwalę się jeszcze raz.

 

 

czwartek, 18 grudnia 2008

Uszyłam je dla Silverki, która dla mnie robi prześliczne koralikowe cudeńka! Te dwie poduszki z tradycyjnymi blokami patchworkowymi szyło mi się śpiewająco i z natchnieniem :-)

Amish Star:

Ohio star:

czwartek, 25 września 2008

Naprawdę, czasem warto pokopać w second-handowych zwałach szmat, by wykopać sobie taki oto kawałek prawdziwej patchworkowej bawełenki. Pół jarda :-) Tu świeżo po praniu. Kolor w rzeczywistości odrobinkę bardziej niebieski.

 

poniedziałek, 30 czerwca 2008

Czyli poduszka dla Brata i jego Dziewczyny. Na londyńskie mgły.

pikowanki - ręczne, oczywiściesłoneczna poducha

 
1 , 2