niedziela, 18 kwietnia 2010

 

Wczorajsze spotkanie z Dziewczynami zadziałało jak witaminowy zastrzyk. Nagle wróciła ochota, energia, pomysły.

Na początek, pierwsze filcowe falbanki. Wyfilcowałam bransoletko - mankiecik. Kolory takie jak lubię i tak pomieszane, jak lubię. Troszkę wełnianych loków, które niestety zginęły w robocie. Słodkowodne perły o szaro-śliwkowej barwie i dwa perłowe guziczki. To zalety.
Błędy: cienizny, prześwity, niedofilcowane miejsca. Zły układ czesanki w robocie. Źle wykończone brzegi, falbanki za słabo naciągnięte.

Efekt poniżej:

Pogoda dziś tak sliczna, że wywabila nas na spacer. Rzut oka za okno przekonał nas, że na placu budowy stadionu Baltic Arena dzieją się ciekawe rzeczy. A że to dosłownie kilka minut od nas, poszlismy właśnie w tamtym kierunku. Słonko dogrzewało, ptaszyny rozmaite śpiewały bardzo słodko, aż miejscami szliśmy jak odurzeni. Rzecz jasna, pozwoliliśmy sobie pójśc w różne miejsca zwykle nie odwiedzane przez turystów - minęlismy starą parowozownię, jakieś zakamarki pod mostem, a potem, nacieszywszy się stadionem ruszyliśmy stałą trasą do doków stoczni remontowej. |Warto było, ale brak zdjęć, bo bateria nie wytrzymała. Więc tylko Baltic Arena dla Was.

15:29, maroccanmint
Link Komentarze (1) »
piątek, 16 kwietnia 2010

Bo już jutro będę miała zaszczyt i niekłamaną przyjemność... nie, to brzmi jak bym była cyrkowym zapowiadaczem...

Zatem - jutro w moim własnym domu znajdą się przy robótkowym stole: Gliniana, Filcująca Kasia i Patrycja jeszcze mi nieznana. Ale też ze skłonnością do filcu. Kazdy będzie czynił, co mu się żywnie podoba. Czesanki są, szmatki są, igieł też nie brakuje (sprawdzę).

Jest kawa i herbata, tylko lodówka pusta. Ale aprowizacją zajmie się Pan Mąż, bo ja idę na nocną zmianę do pracy. Krótką, bo do pierwszej, więc znośnie.

***

Tymczasem z Qunsztu idzie do mnie przesyłka. Perełki słodkowodne w dziwnych odcieniach, srebrny drut i pełno maleńkich kuleczek. U Kasi podpatrzyłam kute w srebrze bigle do kolczyków i od kilku tygodni o nich myślałam aż wreszcie wymyśliłam cos własnego. Inspiracja zostaje, ale kształt własny. A Mariusz ma dla mnie maleńkie kowadełko. Och, poczują sąsiedzi, co to artystyczna dusza (potępiona).

W kwestiach szyciowych chwilowa cisza. Sukienka jedna uszyta, ale nie spodobała się. Obrus w ptaszki czeka, fartuszek w gejsze też czeka. A Maroccanmint przed pracą zamiast tworzyć siedzi skurczona przy laptopie i nic nie robi.

Oto niespodobana sukienka:

 

11:33, maroccanmint
Link Komentarze (5) »
czwartek, 15 kwietnia 2010

Czasem w second-handach znajduje się prawdziwe skarby. Mnie ta przyjemnośc spotkała wczoraj, chyba w nagrodę za otrząśnięcie się z wiosennego przesilenie, które bardzo mi dokuczało w tym roku (to już pewnie będzie tylko narastało z roku na rok...)

W każdym razie - znęcił mnie błysk koloru. Warto było dać się znęcić. Zobaczcie, jakie patchworkowe tkaniny zdobyłam tym razem - wprawdzie część z nich to typowo bożonarodzeniowe koordynaty, ale i one znajdą sobie czas i miejsce w szyciu. Do świąt jeszcze tylko trzy niepełne kwartały ;-)

To nie koniec. Przyszly do mnie moje czesanki - zarówno te zamówione jak i te pozostawione przez przypadek w Białogardzie :-) Moje najulubieńsze kolory. Fiolet, turkus, brudny róż.

No i zaczęła się dziergać chusta. Jeszcze nic do pokazania, ale kolor oczywiście - fiolet. A chusta w każdej porze roku przydaje się do osłonięcia ramion. Więc? Wzór znaleniony podczas błądzenia po blogach, więc zaprawdę powiadam, nie wiem skąd pochodzi. Ale sprawdza się w robocie, na ile mogę to ocenić :-)

13:34, maroccanmint
Link Komentarze (1) »
czwartek, 25 marca 2010

Pokazałam dziś zdjęcia lalek z Dollstown mojemu Mężowi. Zapytał "dlaczego zawsze wybierasz takie smutne?"

Nie wiem, naprawdę. Lubię smutne lalki, mają dla mnie więcej realizmu. Ale i tak najbardziej lubie dla nich szyć. Smutna lalka w pięknej kreacji to spełnienie moich lalkarskich ambicji...

Zobaczcie - zdecydowałam zdobyć Seolę, chociaż jeszcze nie wiem za co ;-) Miły mój tez uznał ją za najładniejszą...

Zobaczie sami... Seola 13

 


Yeondu:

Daisy

Smutne i słodkie

20:32, maroccanmint
Link Komentarze (4) »
środa, 24 marca 2010

Jest taki ktoś na międzynarodowym forum lalkowym, kto się nazywa XEN i chyba jest kobietą. Tenże Xen fantastycznie stylizuje swoje nadzwyczaj liczne lalki i dzięki temu wlaśnie przekonałam się do oferty Dollstowna.

No i teraz co? Seola 13? Estella? Daisy? Jedno jest pewne - prędzej będzie mnie na nią stać, niż na Volksa, a podoba mi się równie. I co?

13:46, maroccanmint
Link Komentarze (5) »

Najpierw muzyka. Głos tego Pana towarzyszy mi w każdej chwili dnia, słyszę go wewnętrznie w sobie, mogę dowolnie sie nim rozkoszować w pracy i w drodze bez urządzen elektronicznych... warto było pracować nad pamięcią i słuchem :-) W każdym razie - posłuchajcie. Muzyka barokowa - Haendel, Purcell, Vivaldi - kojarzą mi się nieodwołanie z tym wszystkim co ja określam słowem "mroczne". Z żądzą, zaspokojeniem, pragnieniem, niespełnieniem...

Może nienajlepsze to odtworzenie, przez youtube, ale kryształ tego głosu nie boi się marnej jakości...

Philippe Jaroussky - Vedro con mio diletto

Brahdelt, ja na przedwiośnie od kilku lat reaguję bardzo źle. W takie dni, kiedy słońcu towarzyszy ostry wiatr, mi towarzyszą do spółki: ból głowy wywołujący mdłości, spadki ciśnienia, mroczki przed oczami, szum w uszach... i tak przez cały marzec i kwiecień. Ale nigdy z tego powodu nie byłam płaczliwa, ja ogólnie nie płaczę. Stres, nerwy, zagrożenie zawsze wywołują u mnie raczej spięcie sie do walki, wisielczy humor, wewnętrzną gotowość. Więc o co chodzi? Sama ze sobą w tej kwestii nie doszłam jeszcze do ładu.

Ale za pocieszenia dziekuję pięknie. Cieszę się, że mnie rozumiesz. Jak długo jeszcze kochać będę kino, skoro pożera mnie korporacja?

***

Joern, radabym zobaczyc Soomkę na zywo. Spotkamy się może?

 

12:52, maroccanmint
Link Komentarze (3) »
wtorek, 23 marca 2010

Będ wylewac żale, więc jak ktoś jest wrażliwy, to niech prędko zmyka. Ja nie będę nikogo oszczędzać...

Źle mi idzie ostatnio. Podczas audytu w pracy puściły mi nerwy, czego sobie nie mogę wybaczyć. Płakałam z nerwów i zostałam na tym przyłapana, co jest nadal upokarzające. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej mnie to gryzie. Może ma rację pewna mądra J., że zbyt ambicjonalnie podchodzę do spraw?

Źle mi idzie ostatnio. Opuściłam dwa tygodnie zajęć tanecznych z powodu pracy i na wczorajszej lekcji nie byłam w stanie skupić się cieleśnie. Camele nie falowały, shimmy nie drżało, a moje fale wołały o pomstę do nieba. A jak robiłam dropy, to mi się sadło na brzuchu trzęsło. Uch...

Źle mi idzie ostatnio. Wyciągnęłam maszynę do szycia, uszyłam gorsecik Yance, o taki:

Męczyła mnie absurdalna chęć uszycia czegoś, co będzie maksymalnie obładowane dekoracjami. Może gdyby Yan miała rozmiar SD, to by miało to jakiś sens. A tak? Nic spod dekoracji nie widać, a ja zachodzę w głowę, gdzie w głębinach nieujawnianego złego smaku pojawił mi się taki pomysł? No nic, muszę mieć SD.

Poza tym - maszyna stoi odłogiem. Wykańcza mnie gonitwa w pracy, czas nie chce się rozciągnąć ponad miarę, a spać muszę. A tyle mam patchworkowych pomysłów do realizacji...

Źle mi idzie. Czesanki do filcowania zakupione i leżą. Miał byc pasogorset ;-) wysoki, sznurowany, ocieplaczowaty... Miała być torebka - kieszonka na długim filcowym dredzie, wyszywana paciorkami. Czesanka jest, paciorki są, a torebki brak. Jakoś mi się odruchowo wzrusza ramionami, jak o tym myślę.

I tylko mój Najmilszy mnie rozumie, przytula, pociesza. Jest podporą. Kategoria "Mąż" na tym blogu oznaczałaby mnóstwo słodkich pochwał dla tego wyjątkowego człowieka. Naprawdę.

12:22, maroccanmint
Link Komentarze (2) »
piątek, 12 marca 2010

 

 

 

 

21:02, maroccanmint
Link Komentarze (2) »
środa, 10 marca 2010

Ponieważ mam kilka dni wolnego, spokojnie robótkuję. Moja Mama zechciała mieć naszyjnik z filcowych kulek - wybrała kolory i dopasowujemy do nich korale z kamieni półszlachetnych albo z ręcznie robionego szkła... Filcowanie kulek wedle metody Kasi jest śwetnym, relaksującym zajęciem.

Rzecz jasna - moje obietnice dotyczące rozbratu z drutami i włóczkami też nie na wiele się zdały. Idzie wiosna, czas na różna śmieszne dodatki do ubrań i w tej intencji drutuję sobie parę mitenek. Włóczka z secretpalowej wymianki, o łagodnie fioletowej barwie korciła mnie już wcześniej. Jedna mitenka już właściwie prawie gotowa, czeka mnie tylko pozamykanie oczek i zszycie. Zastanawiam się też, w jaki sposób zrobić kciuk, ale to dla mnie jeszcze zbyt wyszukane :-) A włóczka to Rozetti First Class, jak dla mnie - świetna. Jeszcze raz dziękuję, Secretpalowiczko ;-)

Zachciewa mi się tez mikrobolerka dzierganego na szydełku. Takiego naprawdę skąpego, z króciutkimi połami i jeszcze bardziej symbolicznymi rękawkami. Do tego dzianinowy bawełniany golfik, mitenki do łokci, filcowe korale i szeroki filcowy pas (czesanki juz do mnie idą ^^) i już można iść na wiosenny spacer...

***

A swoją drogą - czy nam w Gdańsku nie przydałoby się takie... Szarotkowo? Chętnie udostępnię mój biedny, obity stół i herbaciany serwis, i kawałek podłogi. Przyjdźcie - jest maszyna do szycia i szmatki, są czesanki, igły i nici, jest kanwa i ładny len, są wzory haftu richelieu i kalka dla chętnych. Ale w zamian nauczycie mnie dodawac i odejmowac oczka i robic ażury :-) Może i mam tylko trzydzieści metrów, ale to mogą być bardzo twórcze metry...

21:17, maroccanmint
Link Komentarze (1) »

Czajkowski, oczywiście. Słodko i smutno...

***

Miałam silnie pracowy okres. Wpadłam w ciąg roboty i nawet nie podziękowałam Brahdelt i YarnFerret za wspaniałe spotkanie wśrod aromatów czekolady. Dziewczyny mnie urzekły - wewnętrzna słodycz, poczucie humoru, bezpośredniość - dobrze mi było bardzo, chociaż tak krótko...

Nie podziękowałam też Vivictorii za wyróżnienie, więc dziękuje teraz. Miło mi bardzo, bardzo... Tak się cieszę, kiedy mnie odwiedzacie, zaglądacie i komentujecie...

20:59, maroccanmint
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16