poniedziałek, 28 września 2009

Z zajęć tanecznych wracam jak na skrzydłach. Jestem pełna energii i radości, czuję sie zmysłowa i zgrabna...

...a już niedługo - niespodzianka. Zapragnęłam nauczyć się akompaniować sobie na zillsach - podoba mi się to i już. Na urodziny chciałabym dostać zillsy, na przykład takie z Szeherezady:

A wtedy drzyjdzie sąsiedzi i klękajcie narody! nadejdzie Killer Ziller ;-)

22:08, maroccanmint , Taniec
Link Dodaj komentarz »

Brak mi czasu. To popularny temat wśród blogujących robótkowiczek... ale co począć, kiedy w pracy spędza się mnóstwo czas, potem trzeba jeść, prać, sprzątać, gotować, pobawić się z kotem, spełnić obowiązki towarzyskie wobec rodziny? A grafik wygląda tak: sześć dni pracy, jeden wolny... w tym drugie zmiany i weekend od 7:30 do 17:00...

Trzeba będzie znaleźć jeszcze jakoś pasję. Wtedy się czas sam zorganizuje ;-)

W gruncie rzeczy to nie przepadam za narzekaniem - wolę jednak zamiast tego jakoś inaczej spożytkować czas. Tylko że czasem się w człowieku nazbiera, nagromadzi...

***

I już ;-)

13:03, maroccanmint
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 września 2009

Od Przemka, który mi imponuje cierpliwością i talentem, dostałam wyróżnienie. Czy to nie jest wspaniałe? Zaszczycił mnie, zwłaszcza, że wraz ze mną nagrodzone zostały osoby będące dla mnie wzorem robótkowym i "ludziowym".

Oto moje chlubne trofeum:

Ośmielam się je przekazać wszystkim, do których zaglądam - linki do ich miejsc pełnych magii i pomysłów znajdziecie w menu bloga :-)

A swoją drogą - uwielbiam wrzosowy i wszelkie fiolety! Nie mogę zrozumieć, jakim cudem nie zamówiłam fioletowej czesanki...

20:23, maroccanmint
Link Komentarze (4) »

Na szczęście dla Was nie mam ciągot poetyckich, którymi mogłabym zadręczać :-)

Za to są inne sposoby...

Po pierwsze - dostałam pękatą przesyłkę od Brahdelt. Nie pokażę Wam teraz, co w niej było, bo muszę się jeszcze nacieszyć w samotności. Pomysły w każdym razie pojawiły się tuż po otwarciu przesyłki, więc musiała zostać naładowana przez Brahdelt pozytywną, robótkową magią. Strasznie lubię w każdym razie to, co w niej znalazłam! I jakie to miłe, otrzymywac takie świetne pakiety ;-)

Po drugie - jako że jest jesień, pora roku dla mnie wręcz musująca radością robótkowania, pozwoliłam sobie na próbę realizacji dawno interesującej mnie techniki - filcowania igiełkami. Ze wspaniałego miejsca zwanego Krainą Filcu idą już do mnie czesanki, igiełki i specjalna obsadka. A koledzy z projektorni zdobyli dla mnie swietny kawał mięsistej gąbki, która zastąpi mi matę do filcowania (taka mata to szalone pieniądze, których nie mam...) Co będę filcować? Na początek - próbną płaską broszkę w moich ukochanych kolorach turkusowo - morskich. a potem, jak już dojdę do wprawy w spilśnianiu - mam w planie toczek - kapelusik do kostiumu Amber. Taki fikuśny, nasunięty na jedno oko, z woalką, piórami, dekoracjami i ogólnie bardzo pyszny.  Filcowy, rzecz jasna. A zaraz potem mongolska czapka, spiczasta i w tysiącu kolorach.

Po trzecie - zapisałam się do kolejnej wersji Secret Pala. I do zabawy związanej z jesienią, której motywem przewodnim jest liść.

Po czwarte - przyszedł już sztruks na moją torbę, więc czas siąść do szycia ;-)

10:16, maroccanmint , Takie tam...
Link Komentarze (2) »
wtorek, 22 września 2009

Właścicielka i Twórczyni blogu Sztuka Oswojona załozyła sobie blog patchworkowy. Cieszę się, ze połknęła łaciatego bakcyla, życzę jej wiele przyjemności z szycia.

A tymczasem melduję o szmatkowym candy na jej blogu:

http://szmatkalatka.blox.pl/2009/09/Szmaciane-cukierasy.html

09:25, maroccanmint
Link Komentarze (1) »

Wiecie, co to jest?

Nie, to nie zimowa wersja papieskiej tiary :-) To ocieplacz na imbyk dla Elaine, znajomej mojej Mamy. Brakuje mu tylko listwy wykańczającej dół i ogonka, za który bedzie mozna go schwycić. I uż może polecieć do Anglii. Życzę mu długiej kariery na stole Elaine...

A tu zdjęcie jednego z paneli:

***

Co do kotów - moja Siostra przygarnęła ostatnio kotka. To dosyć osobliwy okaz, ponieważ we wczesnym kocięctwie przetrącono mu żuchwę, co powoduje niestety trwałe zniekształcenie pyszczka. Koteczek ma siedem tygodni obecnie, jest maleńki, zadziorny i bardzo przytulny...

Milutki z niego kotek, sami zobaczcie

Byc może ten jęzorek schowa sie, jak kot podrośnie, tymczasem jednak naaje mu specyficznego wyrazu, prawda? Ach, no i najwazniejsze - kotek był tak pełen wirusów kociego kataru, ze siłą rzeczy musiał dostac na imię Trojan. Trojanek, żeby było bardziej familiarnie :-)

A tak przy okazji - czy nie wydaje się Wam, ze on przyszedł na świat z uszami w docelowym rozmiarze?

 

09:17, maroccanmint
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 07 września 2009

To jest cudowne - w wyniku umowy z  moim Dyrektorem poniedziałkowe popołudnia będę miała wolne , więc mogłam wrócić do tańca... Dziś zatem miałam okazję przekonać się, ile też moje ciało pamięta.

Uszyłam sobie również haremki z czarnego szyfonu, kupionego dawno, dawno temu na Allegro - przysięgam na warkocz Bogini, ze nie będę się więcej brała za szyfon, póki nie zmienię maszyny do szycia. Zresztą - z tym szyfonem zrobiłam wielki błąd nie fastrygując go przed krojeniem, zatem najoczywiściej skroiłam go krzywo, bo się ruszał i przesuwał jak żywy. W konsekwencji mam haremki ciut za krótkie... i nierówne. Na dzisiejsze zajęcia i domowe ćwiczenia nie były złe. Ale czas uszyć lepsze.

Muszę teraz znaleźć na allegro ładną haftowaną bawełenkę - zdaje się, że Herbatka kilka razy trafiła śliczne tkaniny... może i mnie się powiedzie.

 

 

21:33, maroccanmint , Taniec
Link Komentarze (3) »
niedziela, 06 września 2009

Przeglądam sobie lalkowe forum międzynarodowe - wiele osób szyje lepiej niż ja, ale też wiele szyje fatalnie, a mimo to sprzedaje. Przy okazji znalazłam dwa modele lalek, które z miejsca mi się spodobały.

Pierwszy z nich to Yewon z SoulDoll. Wiem, że w przypadku firmowych zdjęć wiele efektu zależy od ubrania, dodatów i niestety Fotoshopa, ale urzekło mnie łagodne spojrzenie tej lalki. Po prostu według mnie wygląda bardzo, hm, "lalecznie" ;-)

Drugą lalką jest Mei z Resinsoul - zaskoczyła mnie cena, która wynosi zaledwie 140 dolarów. Dlaczego tak tanio? Wliczywszy makijaż (10 USD), dodatkową parę oczu (5 USD) i koszt przesyłki, która wynosi dla Polski okolo 45 USD mamy lalkę za 200 dolarów, co według kursu wynosi jakieś 580 zł. Podejrzanie tanio.

Ale wracając do Mei - jest biała, chudziutka, ma elfie uszka i wyglądałaby idealnie w stylizacji na spłoszonego leśnego duszka. Specjalnie piękna nie jest, ciałko też nie wyróżnia się nieczym poza chudością(wolę jednak lalki o pełnych biodrach i kształtnym biuście, a tymczasem idzie do mnie lekko anorektyczna dollzonka z żyrafią szyją)

 

sobota, 05 września 2009

Wtulona w Mariusza, z ciepłym ciężarem kota u stóp długą chwilę słuchałam głośnego szumu. Deszcz padał bardzo silnie, było ciemno - całą sobą poczułam, że wreszcie zaczyna się jesień. Być może to efekt przyjścia na świat w listopadzie, ale ja kocham deszcz i jesień. Czuję się wolna w jesieni. Lubię długie, ciemne wieczory...

***

Ocieplacz na czajnik mnie załamuje. haft do niego rozpoczęłam chyba pod złą wróżbą, bo nie mogę go skończyć... Teraz wymyśliłam koncepcję w całości patchworkową, ale brak mi pewnych kolorów szmatek. Oj, czuję presję tworzenia...

***

Amber jeszcze nie przybyła. A mnie już tak korci do lalkowego szycia, że ho,ho... pomysły snują mi się po głowie, czasem na widok pięknej tkaniny aż mnie korci, zeby siąść do szycia. A lalki jeszcze nie ma i długo nie będzie. Przy takich opóźnieniach, jakie ma DollZone, dużo czasu jeszcze upłynie. A tu wraz z ujrzanymi tkanianmi jeszcze i stylizacje rozmiate przychodza mi na myśl...

***

W przyszły poniedziałek znowu zaczynam tańczyć. Czy to nie jest wspaniałe? Nie mogę sie doczekać, moje ciało aż prosi o rytm i zmysłowy ruch.

12:53, maroccanmint , Takie tam...
Link Komentarze (3) »
wtorek, 01 września 2009

Pod moim domem błąkał się kot. Nakarmiłam go w środę rano, nakarmiłam w środę wieczorem... Bury z białym krawatem, wystraszony, chudy. Bardzo, bardzo głodny. Jadł z ręki drobiowe serduszka i cichutko prosił, żeby go nie straszyć.

w czwartek rano też tam był - z przetrąconą łapką. Uprosiłam Mariusza, żeby przyniósł transporter, bo chciałam dostarczyć biedaka do lecznicy. Kot dał się wziąć na ręce, ale nie dał się włożyć do klatki. Zaczął uciekac, a ja jak idiotka złapałam biedaka za ogon. Nie wykazałam się rozumem, w ogóle nie wykazałam się pomyslunkiem - moja ręka była szybsza niż myśl i w rezultacie kot mnie ugryzł. Nie mocno i nie złośliwie, ale złapał zębami, zeby postraszyć.

To było własnie tak. A teraz biorę szczepienie przeciw wściekliźnie, mam kalendarz szczepień jak pies. A kot w niedzielę wieczorem chodził już na wszystkich łapach. Szkoda tylko, ze ktoś musiał go znowu wystraszyć, bo wczoraj wieczorem juz go nie było

Poza pokąsaniem przez kota mam się dobrze :-)

W piątek pojechaliśmy ze Przyjaciółmi nad jezioro. Widziałam dwa nietoperze na rynnie domku, jak plotkowały sobie o sobie tylko wiadomych sprawach. Mój Miły nową wędką złapał rybę, opłaciwszy pierwej pozwolenie rybakowi (jezioro jest sprywatyzowane, jakkolwiek to brzmi). Ulepiłam glinianego kota, który spojrzeniem daje znać, że jest z siebie zadowolony; odkryłam przy tym, że tkaniny lepiej mnie słuchają.

W niedzielę zrobiliśmy kilkugodzinny spływ kajakowy po Słupi. Czternaście  kilkometrów i kawałek jeziora. W górnym biegu kajak regularnie szorował dnem o kamienie, jako że wody było najwyżej na stopę. Mieliśmy wywrotkę, ja miałam uczucie złości, z którym walczyłam, kajak był jednym z najgorszych, jakich dosiadałam. Ale wrażenia wspaniałe, jak zwykle przy kajakach. Dojrzewamy pomału do posiadania własnego sprzętu, bo to wspaniały sport i sposób spędzania czasu. No i w tym roku, dzięki rękawiczkom rowerowym od Mariusza nie miałam odcisków między kciukiem a pozostałymi palcami. Bo w zeszłym roku, kiedy zrobiliśmy sobie jednodniowy spływ w górę rzeki i z powrotem, miałam okropne otarcia. Na jeziorach tak się nie dzieje, nie wiem, dlaczego.

Zdjęć nie mam. Za to od śmiechu na tej rzece bolał mnie brzuch. Wszyscy się śmialiśmy, tylko małoletni syn znajomych całą energię koncentrował wewnątrz, na cieple. Bo po wywrotce w rzece w sumie wszyscy mocno zziębliśmy... Za to jak nam smakowała gorąca herbata z cytryną...

 

10:43, maroccanmint , Takie tam...
Link Komentarze (1) »