piątek, 18 czerwca 2010

 

Nie wiem dlaczego, ale tą sukienkę lubię najbardziej. Może ta bawełna z ikea jest trochę nazbyt sztywna, ale za to kolor wynagradza mi wszystko. I podbija zieleń jej nowiutkich oczu, wybieranych przez Mariusza. Swoją drogą - kiedyśmy się poznali, taki właśnie miałam odcień włosów i takie zielone oczy... soczewki kontaktowe czynią cuda, zieleń była intensywna i świeża. teraz też noszę "kontakty", ale zwykłe. A Mariusz widać tęskni, skoro wybrał te oczka... :)

Nabyłam również mojej małej serwis herbaciany, ale nie jestem z niego zadowolona. Poluję więc na allegro na ładniejszy, mam nadzieję zdobyć jakiś. W ogóle planuję sobie w myślach całą dioramę pokoikową - panieński pokój sióstr - rodem z emancypantek lub podobnego okresu. Pastelowe kolory, malowane meble, książki i różne śliczności. Gdzie ja to będę trzymać? w każdym razie- na chwilę obecną posiadam - skrzynkę malowaną, rodzaj kuferka który zdekupażowałam i obdrapałam, zatem wygląda jak skrzynia babuni; mosiężny świecznik i żelazko (retro ^^ ); półeczkę pełną minaturowych słowników - panny muszą wszak pobierać nauki, zapas jabłuszek... Mam też śmieszne plasterki owoców z masy fimo, które normalnie służą do dekoracji paznokci, a u mnie będą częścią owocowej tarty. Też z masy fimo. Dziewczęta lubią słodycze, prawda?

 

 

 

13:24, maroccanmint
Link Komentarze (1) »

Robótkowe, oczywiscie. Z racji mojego paluszka nic precyzyjnego zrobić nie mogę. Owszem, uszyłam mojemu torebkę śniadaniową - gruby len, hafowane czerwienią gotyckie "M", wygodne uchwyty - ale to proste szycie, nie wymagające delikatności. Torba chodzi z Mariuszem do pracy, więc nie będzie zdjęcia, ale zapewniam, że kanapki lepiej smakują, kiedy nie przynosi się ich w foliowej torebce :)

Mogę filcować igiełkami - jestem zatem w trakcie filcowania w wolnych chwilach kulek na kolczyki. To co, że jest ciepło? Filcowe kolczyki są fajne zawsze, leciutkie i mile dyndają przy uszach. Tyle, że kulek nie mogę wykańczac na mokro na razie.

No i moja Yan wróciła z zabiegu chirurgicznego. Dostała też nowe oczy :0

A jej siostra z Dollstowna zostanie zamówiona, kiedy tylko kurs dolara troszę spadnie, bo na razie to boleśnie wysoki jest, oj jak boleśnie...

11:52, maroccanmint
Link Komentarze (1) »
czwartek, 10 czerwca 2010

Wszyscy umawiają się na publiczne dzierganie... a Gdańsk? Ja tam wprawdzie się nie krępuję, szyję, wyszywam i szydełkuję w parku, ale co to za publiczność, jak jestem sama ^^

Więc jak będzie? Umawiamy się jakoś?

 

10:29, maroccanmint
Link Komentarze (2) »
wtorek, 08 czerwca 2010

Ponad tydzien temu wybralismy się z Mariuszem do Poznania. Ja poznawałam nowe umiejętności, Mariusz na zielonej trawce czytał i drzemał. Pogoda była dobra na taki relaks. Herbatka pokazywała, tłumaczyła ustnie i ręcznie, ustawiała nieposłuszne łokcie i stopy... Po pierwszym warsztacie byłam gotowa do rejterady, ale zatrzymały mnie Blanka z Herbi. Druga część była trudniejsza, ale i przez obserwację można się nauczyć.

Mam od Blanki kilka zdjęć, że że nie zdobyłam zgody od wszystkich uwiecznionych, to ich nie umieszczam...

Niestety, zanim wsiedliśmy do auta, żeby ruszyć w drogę powrotną, zadzwoniła moja Mama z tragiczną, straszną wieścią. Bardzo naszej rodzinie bliski Krewny zmarł tego dnia nagle, popołudniu. Ciężko nam było wracać, smutno, nie do opisania...

I tydzien też nie był lepszy. Jak prowadzić Kino na Obcasach i uśmiechac się do dwustu kobiet, kiedy myśli się o tej jednej, która nie miała okazji pożegnać ukochanego męża? To nie było najbardziej udane moje KNO, nie jestem aż taką profesjonalistką, by całkowicie odłożyć na bok uczucia i myśli...

Następnego dnia, zdenerowana nieporządkiem w MOIM magazynie z materiałami filmowymi prawie ucięłam sobie palec nożem do otwierania kartonów. Wskazujący palec prawej ręki. Rany, ale nabrudziłam w kinie... Krew z korytarza i łazienki umyła po mnie Koleżanka z biura, chirurg nakleił pięć zewnętrznych szwów i tak chodzę z zabandażowanym paluchem. Ani wygodnie pisac, ani schwycić. Że o szyciu i tym podobnych rozrywkach nie wspomnę... Jeszcze tydzień.

W sobotę mielismy być na weselu. Z racji sytuacji rodzinnej byliśmy na ślubie i kolacji, część weselną opuszczając. Ku mojemu zdziwieniu obecnie na weselach nosi się czerń. Dwie osoby ubrane były na czarno, w tym siostra panny młodej. Naprawdę byłam zaskoczona. Zawsze mi się wydawało, że na uroczystości ślubno - weselne goście ubierając się unikają dwóch kolorów - bieli i czerni. Widocznie coś się zmieniło. Chyba zacznę uczęszczac na okoliczne śluby, bo się pogubiłam.

w kazdym razie - Państwo młodzi zadowoleni i szczęśliwi, zostawilismy ich hasających i wrócilismy do domu...

W niedzielę Mariusz reaktywował swój rower. Dobrze mi było, jechac sobie z nim razem, pokazywać miejsca, w które jeżdżę w dni wolne od pracy, jeść lody w słońcu i cieszyć się jego obecnością.

Wczoraj świętowaliśmy siodmą rocznicę ślubu. Wino było gęste i słodkie jak miłość, róże pachniały pięknie, a jego spojrzenie... Cóż, to już tylko moja historia i nie opowiem Wam jej ^^ Może za pięćdziesiąt lat...

***

Przez to wszystko bardzo zaniedbałam różne rzeczy. Moja lalka siedzi sobie w Gdyni u Eff, która ładnie skróciła jej i wyszczupliła szyjkę.

No i nie pochwaliłam się kominem, który zdobyłam na rozdawajce blogowej u Fiubździu. Komin i cała masa kolorowych kłębków kordonka przybyły do mnie pocztą, ślicznie zapakowane. Co za kolor... morski, tak chyba da się go opisać. Zobaczcie - włożyłam do środka kartkę białego papieru, żeby uwidocznić wzór, bardzo ażurowy i delikatny. Niepojęta jest dla mnie sztuka robienia na drutach, nigdy jej chyba nie pojmę...

W kazdym razie - mój komino - golf będę nosić jesienią z brązem, szarością, szafirowymi i turkusowymi odcieniami. Jest świetny. Dziękuję najpiękniej, drutowa wróżko :)

 

12:11, maroccanmint
Link Komentarze (2) »