piątek, 23 kwietnia 2010

...jak to pięknie określiła w komentarzu Brahdelt.

Bynajmniej nie ciąża, nie nie... Tylko spasienie.

Więc oznajmiam: ważę obecnie 65 kg. Zwykle ważyłam 60 kg. Różnica uwidacznia się w zwiększonej obfitości bioder, brzucha i ud. Przeszkadza mi bardzo. Od dziś z nią walczę.

Wiem, co mnie tak załatwiło: moje uzależnienie od słodyczy, które obecnie zaczyna przybierać niebezpieczną formę. Jeśli na żądanie mojego uzależnienia nie zjem czegoś słodkiego, zaczynam mieć zawroty głowy, jest mi słabo, robię się zdenerwowana, osłabiona... Nie, nie mam cukrzycy, poziom cukru podczas kontrolnych badań trzymał się normy. To tylko uzależnienie od węglowodanów prostych. Prosta droga do nadwagi i chorób.

Cieszę się, że zaobserwowałam to teraz, kiedy mam tylko pięć kilogramów do zrzucenia i stosunkowo łatwo będzie mi zostawić moje uzależnienie. Rzecz jasna, nie wyobrażam sobie, że wrócę do dawnej wagi w ciągu tygodnia.

Mój plan:

* rezygnacja ze słodyczy podjadanych w ciągu dnia. W końcu - żeby było śmieszniej - tak naprawdę lubię tylko gorzką czekoladę. To mój nałóg skłania mnie do zjadania byle czego, byle z cukrem

* powrót do starych nawyków - tylko pełnoziarniste produkty, tylko nieprzetworzona żywność - żegnajcie, pączki z białej mączki ;-) Trudno mi się będzie rozstać z makaronami z semoliny, więc zamiast z nich rezygnować, rozsądnie je ograniczę. Razowe i pełnoziarniste też lubię ;-)

* niestety trzeb będzie zamienić białko ze strączkowych na białko zwierzęce. Chociaż w pewniej części. Nie przepadam ze mięsem, tak naprawdę tylko surowe mnie interesuje; to pewnie atawizm wywodzący sie z mojej zerowej grupy krwi. Ale cóż. Witajcie piersi z kurczaka i indyka, chude i dietetyczne.

* dobrze, że lubię ryby, one mnie ratują

* no i punkt główny, który bynajmniej nic nie zmieni w moim życiu: warzywa i owoce. Mam do nich namiętność, którą zamierzam wykorzystać jak broń, dobrze wyważone ostrze we wprawnej dłoni. Wszelkie warzywa poza dynią, przybywajcie. Poza dynią, kabaczkiem i bakłażanem, znaczy.

Uprzejmie proszę o rady, wskazówki, przepisy i wsparcie.

 

 

13:27, maroccanmint
Link Komentarze (4) »
środa, 21 kwietnia 2010

Też filc. Wcale nie jest zbyt cieplo na filc!

Ta jest dla Siostry mojej wlasne. Kolory po mojemu, dziwne...

20:35, maroccanmint
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 kwietnia 2010

 

Wczorajsze spotkanie z Dziewczynami zadziałało jak witaminowy zastrzyk. Nagle wróciła ochota, energia, pomysły.

Na początek, pierwsze filcowe falbanki. Wyfilcowałam bransoletko - mankiecik. Kolory takie jak lubię i tak pomieszane, jak lubię. Troszkę wełnianych loków, które niestety zginęły w robocie. Słodkowodne perły o szaro-śliwkowej barwie i dwa perłowe guziczki. To zalety.
Błędy: cienizny, prześwity, niedofilcowane miejsca. Zły układ czesanki w robocie. Źle wykończone brzegi, falbanki za słabo naciągnięte.

Efekt poniżej:

Pogoda dziś tak sliczna, że wywabila nas na spacer. Rzut oka za okno przekonał nas, że na placu budowy stadionu Baltic Arena dzieją się ciekawe rzeczy. A że to dosłownie kilka minut od nas, poszlismy właśnie w tamtym kierunku. Słonko dogrzewało, ptaszyny rozmaite śpiewały bardzo słodko, aż miejscami szliśmy jak odurzeni. Rzecz jasna, pozwoliliśmy sobie pójśc w różne miejsca zwykle nie odwiedzane przez turystów - minęlismy starą parowozownię, jakieś zakamarki pod mostem, a potem, nacieszywszy się stadionem ruszyliśmy stałą trasą do doków stoczni remontowej. |Warto było, ale brak zdjęć, bo bateria nie wytrzymała. Więc tylko Baltic Arena dla Was.

15:29, maroccanmint
Link Komentarze (1) »
piątek, 16 kwietnia 2010

Bo już jutro będę miała zaszczyt i niekłamaną przyjemność... nie, to brzmi jak bym była cyrkowym zapowiadaczem...

Zatem - jutro w moim własnym domu znajdą się przy robótkowym stole: Gliniana, Filcująca Kasia i Patrycja jeszcze mi nieznana. Ale też ze skłonnością do filcu. Kazdy będzie czynił, co mu się żywnie podoba. Czesanki są, szmatki są, igieł też nie brakuje (sprawdzę).

Jest kawa i herbata, tylko lodówka pusta. Ale aprowizacją zajmie się Pan Mąż, bo ja idę na nocną zmianę do pracy. Krótką, bo do pierwszej, więc znośnie.

***

Tymczasem z Qunsztu idzie do mnie przesyłka. Perełki słodkowodne w dziwnych odcieniach, srebrny drut i pełno maleńkich kuleczek. U Kasi podpatrzyłam kute w srebrze bigle do kolczyków i od kilku tygodni o nich myślałam aż wreszcie wymyśliłam cos własnego. Inspiracja zostaje, ale kształt własny. A Mariusz ma dla mnie maleńkie kowadełko. Och, poczują sąsiedzi, co to artystyczna dusza (potępiona).

W kwestiach szyciowych chwilowa cisza. Sukienka jedna uszyta, ale nie spodobała się. Obrus w ptaszki czeka, fartuszek w gejsze też czeka. A Maroccanmint przed pracą zamiast tworzyć siedzi skurczona przy laptopie i nic nie robi.

Oto niespodobana sukienka:

 

11:33, maroccanmint
Link Komentarze (5) »
czwartek, 15 kwietnia 2010

Czasem w second-handach znajduje się prawdziwe skarby. Mnie ta przyjemnośc spotkała wczoraj, chyba w nagrodę za otrząśnięcie się z wiosennego przesilenie, które bardzo mi dokuczało w tym roku (to już pewnie będzie tylko narastało z roku na rok...)

W każdym razie - znęcił mnie błysk koloru. Warto było dać się znęcić. Zobaczcie, jakie patchworkowe tkaniny zdobyłam tym razem - wprawdzie część z nich to typowo bożonarodzeniowe koordynaty, ale i one znajdą sobie czas i miejsce w szyciu. Do świąt jeszcze tylko trzy niepełne kwartały ;-)

To nie koniec. Przyszly do mnie moje czesanki - zarówno te zamówione jak i te pozostawione przez przypadek w Białogardzie :-) Moje najulubieńsze kolory. Fiolet, turkus, brudny róż.

No i zaczęła się dziergać chusta. Jeszcze nic do pokazania, ale kolor oczywiście - fiolet. A chusta w każdej porze roku przydaje się do osłonięcia ramion. Więc? Wzór znaleniony podczas błądzenia po blogach, więc zaprawdę powiadam, nie wiem skąd pochodzi. Ale sprawdza się w robocie, na ile mogę to ocenić :-)

13:34, maroccanmint
Link Komentarze (1) »