niedziela, 26 kwietnia 2009

Są takie cudowne dni, kiedy mam wolne. I to nie dlatego, ze kodeks pracy tak stanowi. Mam wolne, bo wszystko, co powinno być zrobione już uczyniono, Mąż sam się o siebie zatroszczył, a w domu błogi spokój i samozadowolenie.

Taki dzien był wczoraj: Maroccanmint sama w domu, w towarzystwie Igiełki i Jane (dla niewtajemniczonych: Igiełka jest miłym kotem, a Jane to moja maszyna do szycia)

Po półrocznym urolpie remontowym Jane rwała się do pracy wręcz szalenie, szyła jak burza; chwilami miałam wrażenie, że to ona mnie kontroluje, a nie ja ją :-) 

Popatrzcie sami:

Igła zadowolona, na kartonie ze szmatkami; Jane na miękkim podkładzie, w towarzystwie maty, noża, nozyczek i utensyliów wszelakich:

Nie wszystkie szyte rzeczy będę mogła wam pokazać - to tajemnica, która wkrótce przestanie być tajemnicza i wówczas się pochwalę. Ale uszyłam sobie haremki do ćwiczeń. 

Dawno, dawno temu dostałam wielki kawał białej tkaniny, etaminy podobno. Wczoraj wydobyłam ją uroczyście, obmierzyłam, pokrajałam i szybkim trybem zmieniłam w haremki do tańca. Ale że białe mi się nie podobały, ufarbowłam je na czerwono: Panie i Panowie, oto haremkowa zupa

Na moje nieszczęście okazało się poniewczasie, że rzeczona etamina składa się w 91 procentach z poliestru.

I taki jest wynik farbowania (w tle zdjęcia widac jeszce remontowe narzędzia, proszę o pominięcie wzrokiem, jak równiez moich fałdek):

Materiał dostał plam i zacieków. I do końca dnia mój dom pachniał barwnikiem i octem, brrr...

 

 

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Jakoś bardzo czuję się ostatnio senna, niewypoczęta, osłabiona. Dla motywacji zrobiłam sobie kawowe ubranko na blog - na widok brązowych ziarenek niemal czuję ich zapach i miłe poczucie ożywienia umysłowego :-)

Może to zmęczenie wynika z tej mojej pracy? Pierwsze zmiany, drugie zmiany, nocne krążenie po kinie (nagła pustka, mrok w obitych czarnym aksamitem salach, zamierający poszum klimatyzacji), stres - niby codzienność. Ale gdy do tego dołączy się poremontową traumę, brak czasu na hobby, brak miejsca na hobby, brak pojęcia, w którym kartonie są rzeczy do hobby...Nic, tylko wylewać gorzkie żale przed Miłym, który przytuli, pocieszy... i ma nieskończony zasób cierpliwości.

W każdym razie  - obiecana historyjka o szyciu ATS-owego pasa będzie na pewno. Mocno rozciągnięta w czasie, ale będzie. Dla wytrwałych Czytelników.

Dziś zaczynamy z farbowaniem.

Ale o tym w stosownym dziale.

16:54, maroccanmint , Takie tam...
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 kwietnia 2009

Sari mnie fascynuje nieodparcie - na razie mam dwa, jedno drukowane w roślinne wzory, z ładnym pallu (jeszcze nie obrobionym):

Drugie, jedwabne, jest w całości zdobione farbowaniem shibori i srebrnym haftem. 

Wspaniałe, prawda? Nawet moja szkaradna, zaniedbana fryzura go nie psuje. Ale fryzura wkrótce diametralnie się zmieni, wówczas nawet będę mogla upiąć odpowiednio włosy.

A w następnych odcinkach: moje yukaty (bo na kimono jeszcze mnie nie stać) oraz jak powstaje mój nowy pas do ATS: odcinek pierwszy - farbowanie shibori.

Zapraszam, chociaż niekoniecznie jak w trailerach filmowych "coming soon"

 

22:30, maroccanmint
Link Komentarze (3) »

Dziś odważyłam się i namalowałam sobie mehendi na dłoni. Lewej dłoni konkretnie, z przyczyny oczywistej. Efekt ocenicie za chwilę; ale z góry uprzedzam, że jest dość zimno i mam lekko siną skórę :-)

Rysunek nieskomplikowany, niezbyt obfilty. Henna pachniała ślicznie, muzyka Loreeny Mckennitt towarzyszyła mi słodko...

 

I efekt:

Widać, że zimno, prawda? ;-)

 

13:27, maroccanmint , Taniec
Link Komentarze (1) »

Wróciłam po przerwie na zajęcia. I co -pochodziłam w marcu, a już w kwietniu praca mi nie pozwoliła. Sądzę, że jeśli nie przeniosę się do innej grupy, to juz raczej będę musiała się pożegnać. A to byłoby okropne...

Z żalu leczyłam się turbanami. Podpatrzyłam u Herbatki link do tutorialu i wraz z siostrą robiłyśmy sobie zawoje i stwierdzałyśmy ze zdumieniem, że bardzo ładnie wygląda twarz obramowana tkaniną, a węzeł szala podkreśla kształt głowy i karku. Turban stanie się pewnie najlepszym przyjacielem moich lanianych sukienek letnich ;-)

Zdjęcia nienajlepsze - albo robiłam je sobie sama, albo robiła je Zuza, trzęsąc się ze śmiechu. No i to mistrzostwo drugiego planu, dzięki któremu poznacie, jak wygląda biurko nastolatki...

To MY - Ona z przodu, a ja skromnie za nią, poprawiam szal. Muszę przyznać, że przewiduję zmasowane naloty na pobliskie sh w poszukiwaniu indyjskich dupatt i rozmaitych innych szali.

No i  dalsze części zabawy:

Szal jedwabny, barwiony techniką shibori, bardzo ładny, ale zbyt blady dla mnie.

 Różowo - kremowa dupatta - świetna do zwijania, ale potrzebuje czegoś pod spód - jest bardzo przejrzysta.

Mój ulubiony szal - wielki, czerwono - tęczowy, mięciutki bo bawełniany. Nasz przyjaciel przywiózł go dla mnie z Afryki. Jego Żona dostała podobny, w ciemniejszej tonacji i podobnie jak ja pewnie "zanosi" go na śmierć :-)

W tle - odbicie poremontowego bałaganu w lustrze. Proszę, udawajcie uprzejmie, że tego nie widzicie...

 

 

13:09, maroccanmint , Taniec
Link Komentarze (1) »
niedziela, 12 kwietnia 2009

Jest tu:

 

Ta torba została podarowana przyjaciółce, mam nadzieję, ze sprawiła jej radość ;-)

Zdjęcia zrobione jeszcze "nie u nas" - prawie ostatniego dnia przed przeprowadzką :-)

Torba z niebielonej surówki bawełnianej z Ikea (lubię ją bardzo); dekoracja z decoupage na tkaninie.

18:42, maroccanmint , Decu
Link Dodaj komentarz »