poniedziałek, 22 grudnia 2008

Okazało się w wyniku mojej dziewiarskiej niekompetencji, że nie uda mi się zrobić warkoczowego wykończenia rękawów mojego wdzianka. Na próbę przyszyłam jedną pliskę i wówczas miękko spływający rękaw stanął dęba w komiczny sposób. Generalnie klapa - nic to, po prostu wykończę szydełkiem brzegi, zrobię jakieś muszelki, albo inny taki brzeżek.

Ale to już nie to samo.

Polować lubię - ot, taki atawizm przekonstruowany społecznie: dziś poluje się na ciuchy i gadżety jak ongiś na zwierza. Mam na myśli second-handowe polowania.

Ale do rzeczy: upolowałam zabawny żakiecik dla Siostry mojej młodszej. Jest czarny (niestety) - ma stójkę, króciutką baskinkę, małe marszczenia na rękawach, wszystkie szwy zewnętrzne i urocze ukośne cięcia. Do wymiany są tylko guziki - są płaskie, czarne i banalne, a powinny być z matowego srebra. Zamiast szamerunku :-) Fotka będzie, jak "zwierzyna" wyschnie po praniu.

Sobie upolowałam tylko bransoletkę ze szkiełkami. Mogę ją pokazać już. Albo niekoniecznie, bo coś się zdjęcia nie chcą ładować... o, jest:

A przy okazji - dziś znów w ramach pieszczot założyłam na chwilę moją jedwabną tunikę. Jeszcze nie wiem, z czym ją nosić, ale czuję, ze wkrótce będzie miała swoje pięć minut.

20:39, maroccanmint , Takie tam...
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 grudnia 2008

Wzięło mnie na pisanie o mojej szafie - o jej zawartości, stylizacjach i w ogóle o przyjemności bycia kobietą, noszenia ładnych/odważnych/szokujących/surowych/biurowych/leniwych/i co tylko przyjdzie do głowy stylizacji... Ciuchy lubię, szanuję, piorę z miłością, jak uczyła Mercedes Higgins z "Księżycowej doliny" Londona i cieszę się zdobyczami.

A co to są zdobycze?

Do kategorii zdobyczy zaliczamy na przykład aksamitną suknię z metką Laury Ashley, baaardzo vintage - czarną i skrojoną tak, ze Maria Stuart potrzebowałaby do niej tylko kryzy i kornetu. I ciężkiego wysadzanego kamieniami krzyża na ozdobnym łańcuchu... W tej sukni mogłabym pozować do portretu. Za całe trzy złote ją zdobyłam.

Zdobycz to także brazylijskie pantofle na zastraszających obcasach, całkowicie wykonane ze skóry, z cieniutkimi skórzanymi podeszwami, przez które uwiera każdy pyłek.

Ale zdobyczą jest też zakupiona nazwyklej w sklepie satynowa bluzka z bardzo fantazyjnymi rękawami, któe nadają jej charakter stroju z innej epoki. Szmaragdowa satyna, śliczne rękawy, niska cena - czy to nie skarb?

o, tu jest, a ja razem z nią:

21:35, maroccanmint , Takie tam...
Link Komentarze (1) »
czwartek, 18 grudnia 2008

Niestety, zakupiona w helfy.pl henna nie jest najlepszej jakości. Nie nabiera na skórze dobrego koloru, szybko zasycha i równie szybko blaknie.

Ale pobawić się można.

17:51, maroccanmint , Taniec
Link Komentarze (1) »

Uszyłam je dla Silverki, która dla mnie robi prześliczne koralikowe cudeńka! Te dwie poduszki z tradycyjnymi blokami patchworkowymi szyło mi się śpiewająco i z natchnieniem :-)

Amish Star:

Ohio star:

czwartek, 11 grudnia 2008

Mój kostium zaczyna wyłaniać się z projektu. Ponieważ nie mam ani figury, ani rysów twarzy odpowiednich do tribal fusion, jakoś tak skłoniłam ku ATS.

W ogóle - marzę o własnym plemieniu... o tańcu w grupie, o bliskości pomiędzy tańczącymi kobietami, które perfekcyjnie dopasowują się do siebie...

Mój pas, na podstawie z ciemnego aksamitu będzie zdobny w kolorowe koła, muszle, koraliki i koralikowe frędzle. Ponieważ będzie sznurowany, nie martwię się faktem, że wyszedł dwa centymetry za krótki - musiałam pruć boczne szwy i aksamit mi się rozlazł, co oznaczało konieczność przesunięcia szwów i skrócenie całości.

Poniżej fotorelacja:

1. Tu przymiarka - bardzo wstępna.

2. Naszywanie koralików - co jeden okrąg, to pas cięższy...

3. No i rzut oka na przymiarkę z gadżetami - muszle jeszcz luzem, ale ogólnie jest jakiś pogląd.

4. No i datal...

 

 

18:07, maroccanmint , Taniec
Link Komentarze (2) »