poniedziałek, 15 lutego 2010

Moja dieta coraz śmielej zmierza w stronę całkowitego wegetarianizmu. Bezideowo, za to ze smakiem. I tak mięso jadałam tylko od wielkiego dzwonu, bez przyjemności, wiec po co się zmuszać? Zwłaszcza, że po mięsnej potrawie nie najlepiej czuje się mój żołądek?

Jak już kiedyś napisałam - mogłabym żywić się soczewicą, makaronem i gorzką czekoladą. soczewica góruje, w najbliższą sobotę będzie podawana w ramach wieczoru hinduskiego wśród innych przysmaków. Nawet koledze z pracy powierzyła moje najlepsze przepisy. Ale że nie tylko soczewica jest na świecie, że jest jeszcze fasola, ciecierzyca o orzechowym posmaku, pyszny bób - no i mnóstwo warzyw - zaraz ruszam do kuchni na czerwoną fasolę z ryżem. Bo ryż lubię tyż ;-)

I tylko soja nie wzbudza we mnie entuzjazmu. Nie lubię zapachu gotującej się, nie lubię mdłego posmaku ugotowanej i tylko raz w życiu użyłam gotowego sojowego prefabrykatu. Uzyłam - i nie zjadłam. Sojowe kotleciki w warzywach "po grecku" miłosiernie zjadł Mariusz i więcej o tym nie mówiliśmy.

Zamierzam również zaprzyjaźnić się z mungo i adzuki. Mało o nich wiem, ale sądzę, ze kiedy spróbuję ich smaku po ugotowaniu, podpowiedzą mi, co będzie do nich pasowało. W każdym razie adzuki wzbudza moją niesamowitą ciekawość - podobno jest słodkawa i orzechowa. Hm...

***

PO fasoli zamierzam uroczyście i nie robiąc zgoła nic położyć się do łóżka. Wczorajsza walentynkowa zmiana w pracy zakończyła się dla mnie nad ranem, o 4:10. I chociaz spałam do południa, bynajmniej nie tryskam energią. Więc czemu mam się snuć po domu, a rano wstać na siódmą z trudem i bólem głowy?

Żeby nie było jednak - uszyłam cztery lawendowe saszetki. Ale ciemno jest, nie robię zdjęcia. Nie chce mi się.

16:42, maroccanmint
Link Komentarze (6) »
niedziela, 14 lutego 2010

Najpierw kot, bo ma, jak to mówią w wojsku, starszeństwo stażu. A co za tym idzie - przywileje:

Teraz lalka: kapelusze powstały podczas wspaniałego spotkania filcowego, jakie dawno temu urządziłyśmy sobie z Kasią. Rudy jest dziełem jej bardzo zręcznych dłoni i doświadczenia w kapelusznictwie. Brązowy to mój wytwór. Bardzo "aniozielonowzgórzowy". Przy okazji przymierzyłam nowe peruki w dziennym świetle i zachęciłam Igiełkę do większej aktywności ;-)

Dzienne światło wcale nie oznacza naturalnego kolor - ta peruka wygląda właściwie tak:

I rzecz jasna kot się bardzo interesował. Już w tym momencie wylazł był z pudła -

Potem Igiełka się znudziła i można było kontynuowac zabawę:

Lubię zmnieniać oczy ;-)

Taki kapelusz sama chciałabym mieć. Czerwony!

***

Ale to nie koniec. Lalka wróciła na swoje miejsce, a ja z radością mogę Wam zaprezentować rękawice, jakie Przemek zrobił dla mojego Męża. Włóczkę wybrał Mariusz, i powiadam Wam, długo to trwało... ale było warto. Efekt kapitalny. Skarpetkowa Sportivo od Zamotanej Uli sprawdza się dobrze w roli rękawicznej. Zobaczcie -kolory bardziej prawdziwe na pierwszym zdjęciu:

Jak widać, można obłaskawiać w nich nawet dzikie bestie ;-) Przemku, dziękujemy serdecznie!

Rękawice - łapawice zostały zrobione bardzo starannie, przy czym następowała wymiana zabawnych maili, a na dodatek Przemek miał cierpliwość nie tylko do dziergania, ale i do mojego Miłego ;-)

 

14:43, maroccanmint
Link Komentarze (3) »
piątek, 12 lutego 2010
sobota, 06 lutego 2010

Jestem u Mamy w Białogardzie. Śniegu wszędzie po pas, mrozik leciutki, liście osnieżone i zmrożone. Kot przebiera w śniegu rozcapierzonymi łapkami, ogon mu się trzęsie, ale uparcie wychodzi i wraca...

A ja? Od tej wszechobecnej bieli zachciało mi się wrócić do szydełek i koronek. Kiedyś chętnie robiłam malutkie formy - brzeżki chusteczek, rant stołowej serwetki... Rzeczy proste, łatwe i ładne. A teraz oprócz szydełka jeszcze czółenko pewnie wpadnie mi w ręce. O frywoleniu nie mam pojęcia, ale  znam kilka Osób bardzo blisko zaprzyjaźnionych z frywolitkami jak śniegowe płateczki... może mi coś podpowiedzą?

Zanim to jednak nastąpi - monogramię sobie. Na razie krzyżyki - będę szyła ozdobione inicjałami saszetki na lawendę, której mam spory zapas. Przy okazji odkryłam, że mój ostatnio wyhaftowany kwadracik kołderkowy wcale nie został wysłany, co mnie bardzo zdziwiło. Nic to w gruncie rzeczy, pójdzie wkrótce. Dawno już nic dla Kołderkowa nie haftowałam, chociaż zaglądam regularnie...

W każdym razie monogramy krzyżykowe podobają mi się wielce i choć kanwę kupiłam nieszczególną, bo to małe miasteczko, to radość pracy pozostaje. Gdybyście miały schematy w swoich zasobach - życzę ich sobie :-) Gotyckich, ozdobnych i wszelakich...

Przy okazji przypomniałam sobie, że ongiś, jako dziewczątko dostałam w podarunku od Taty zestaw do kaligrafii. Te uparcie ćwiczone gotyckie litery, układające się we wstążki napisów w dzienniku...

 

12:27, maroccanmint
Link Komentarze (1) »