sobota, 06 lutego 2010
Jestem u Mamy w Białogardzie. Śniegu wszędzie po pas, mrozik leciutki, liście osnieżone i zmrożone. Kot przebiera w śniegu rozcapierzonymi łapkami, ogon mu się trzęsie, ale uparcie wychodzi i wraca... A ja? Od tej wszechobecnej bieli zachciało mi się wrócić do szydełek i koronek. Kiedyś chętnie robiłam malutkie formy - brzeżki chusteczek, rant stołowej serwetki... Rzeczy proste, łatwe i ładne. A teraz oprócz szydełka jeszcze czółenko pewnie wpadnie mi w ręce. O frywoleniu nie mam pojęcia, ale znam kilka Osób bardzo blisko zaprzyjaźnionych z frywolitkami jak śniegowe płateczki... może mi coś podpowiedzą? Zanim to jednak nastąpi - monogramię sobie. Na razie krzyżyki - będę szyła ozdobione inicjałami saszetki na lawendę, której mam spory zapas. Przy okazji odkryłam, że mój ostatnio wyhaftowany kwadracik kołderkowy wcale nie został wysłany, co mnie bardzo zdziwiło. Nic to w gruncie rzeczy, pójdzie wkrótce. Dawno już nic dla Kołderkowa nie haftowałam, chociaż zaglądam regularnie... W każdym razie monogramy krzyżykowe podobają mi się wielce i choć kanwę kupiłam nieszczególną, bo to małe miasteczko, to radość pracy pozostaje. Gdybyście miały schematy w swoich zasobach - życzę ich sobie :-) Gotyckich, ozdobnych i wszelakich... Przy okazji przypomniałam sobie, że ongiś, jako dziewczątko dostałam w podarunku od Taty zestaw do kaligrafii. Te uparcie ćwiczone gotyckie litery, układające się we wstążki napisów w dzienniku...
niedziela, 31 stycznia 2010
Kasiencjaw, witam serdecznie i zapraszam! *** Wzięłam dziś Igłę na smycz i wpuściłam w śnieg. Wyznaję, ze była zdziwiona - śnieg sięgal jej do połowy tułowia i musiała bardzo zadzierać łapy idąc. Widok komiczny. Zwłaszcza, że kot ustawił sobie kompas na drzwi wejściowe do klatki i wytrwale przebijał się w tamtym kierunku. I cóż - jak nie może wyjść, to bardzo chce. jak z nia wyszłam, to jej się nie spodobało. Bardzo. Ale niech się przyzwyczaja - na przyszły weekend jedziemy do mojej Mamy, a tam śniegu pół metra. Kot będzie musiał ukopać sobie tunele ;-) *** Ponieważ jest zimno, ponieważ mam niskie cisnienie i boli mnie głowa, ponieważ wczoraj byłam na urodzinach kuzynki mojego miłego, gdzie główną atrakcją była wódka, zatem dla mnie atrakcji brak; ponieważ dziś przyjeżdża moja siostra i ponieważ mam nowy wykrój dla Yan - zmieniłam sobie wygląd bloga. Na cieplejszy. P.S. Nie cierpię rodzinnych imprez... tego rodzaju.
środa, 27 stycznia 2010
Z powodu przewidywanych opadów śniegu mój wyjazd do stolicy odwołał się. No, nie sam, ale w każdym razie przełozono go na konic lutego. I na co ja się z góry tak cieszyłam? Po co szyłam Yance sukienkę podróżną w kratę, z ciepłej wełnianej tkaniny? Po co szykowałm czesanki, żeby ufilcować sobie pas? Po co... Cóż, wybaczcie moim przełożonym i mnie to zamieszanie. Przyjadę później. Radosna, żwawa, rozgadana. *** Moja ostatnia miłość - Volks F-16. Oczywiście wędruje na górę listy, która obecnie wygląda tak: Volks F-16, Volks F-36 i Zaoll Luv. I co ja na to poradzę?... Zresztą - zobaczcie. Zdjecia podwędziłam z serwisu Filckr. Są od Milkeye, która cudnie stylizuje lalki...
Wiem, wiem... ten mold jest Mashopodobny, ale to jedyna droga, na której będę mogła wejśc w posiadanie Mashy...Zdobywając lalkę z tej samej rodziny headmoldów, jak by to określiła Marti, moja laleczna przywódczyni... A poniżej Masha we własnej osobie. Zdjęcia również z Flickr, ale mam je od dawna i nie pamiętam, kto je zamieszczał. Jeśli uznacie, ze to wbrew netykiecie, usunę je natychmiast.
*** Z frontu robótkowego: wzór haftu odkalkowany na len i mogę zaczynać. To maleńka prosokątna serwetka, której wzór ponad dwadzieścia lat temu dostałam od znajomej mojej Mamy, kiedy zaczynałam przygodę z tym szlachetnym haftem. Od tamtej pory kilka razy go haftowałam, ale nigdy dla siebie. Niechże raz jeden będzie mój ;-)
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Podobno mam mały astygmatyzm. Może to dlatego nie wychodzą mi proste zapięcia? ^^ Bo fakt, ze tą czarną sukienkę szyłam po omacku, nie widząc czarnej nitki na czarnej tkaninie, mogę tylko wspomnieć. Z tego też powodu spódnica sukienki jest w jednym miejscu zagadkowo sfałdowana (jedna z fałd wdała mi się pod stopkę bezczelnie i powstał bład, który zobaczyłam już na lalce). No i to zapięcie. Co robię źle? Wiem, więc dzis postaram się nie popełnić błędu. Bo dziś będę bawić się we wstążki. Ostatnio czytałam znowu "Przeminęło z wiatrem" i opis sukienki, która miała szesnaście falbanek obszytych aksamitkami bardzo do mnie przemówił. Szkoda mi tylko, ze nie mam overlocka, bardzo by mi to ułatwiło żywot krawiecki... A teraz Yan i sukienka. Lalka siedzi sobie teraz ze spuszczoną główką na parapecie, pewnie duma o wyprawie, która wkrótce ją czeka i liczy na palcach dni Ach - właśnie - właścicielka Rizy i freta proszona jest o kontakt pod adresem: ganczarska_justynamałpkawp.pl Popatrzcie sobie, miłe moje i mili moi i oceńcie: pomysł na karczek podwędzony od Brahdelt, ale biały i czarny batyst niespecjalnie się polubiły. Na białej tkaninie jest teraz pełno mikroskopijnych kłaczków, które robią wrażenie brudnych smużek. No i haleczkę widać za mało.
wtorek, 19 stycznia 2010
Kasiu, może zawiążemy ligę niskociśnieniowców i w statucie zapiszemy wzajemne podnoszenie sobie ciśnienia co rano? ^^ Co do butów - ja też mam żyłkę kolekcjonerską, ale nie wszelkie moje zakupy są tak trafione... Teraz będę się pozbywać pary wspaniałych brazylijskich szpilek, pięknych, lakierowanych, czerwonych, z cieniutkim paseczkiem na pięcie i równie cieniutką skórzaną podeszwą... Cóż - są wspaniałe, ale ja nie zrozumiałam na czas różnic w rozmiarówce :-/ *** Mikha-ell, to może być bardzo niebezpieczne... Lalki cię wciągną, zrujnujesz plany budżetu domowego na trzy najbliższe kwartały i co będzie? ;-) *** Yadis, mo chridhe, nie rozpaczaj... Kiedyś wreszcie się spotkamy, a ja do tej pory uszyję Yan takie kiecki, że wygrasz konkurs National Geographic swoimi zdjęciami :-) *** Obijałam się dziś przez cały dzień... Miałam strasznie ambitny plan skopiowania wzoru haftu, ale po tym jak kot wskoczył na stół znęcony szelestem papieru i poszarpał mi arkusz pergaminu, jakoś ten zapał mi minął. Niemniej jednak jutro to zrobię, bo chciałabym zabrać sobie hafcik richelieu do pociągu. Biały len, białe nici - moim zdaniem taka kombinacja wygląda najszlachetniej. Len już zdekatyzowany, skurczył się jak to len ma we zwyczaju - czyli znacznie. Ale za jego splot i fakturę można mu wiele wybaczyć.
niedziela, 17 stycznia 2010
Prawdopodobnie będę 28 stycznia w Warszawie. Jak sądzę, spotkanie marketingowe zakończy się po południu - może Yantarya i ja poczekamy na Rori i Rizę u Wedla w Złotych Tarasach?
piątek, 15 stycznia 2010
A może by tak co dzień anonsować swoje ciśnienie? Jak widać skacze bardzo pieknie, ma wielką amplitudę ;-) Moje Dziewczęta, po Waszych komentarzach przyszło do mnie wyobrażenie dolffie umieszczonej wśród roślin w akwarium... Małe dłonie przy szybie, nosek przycisnięty do szkła, wielkie oczy i włosy unoszace się jasną chmurą wśród pęcherzyków powietrza... *** Jeszcze tylko moje trzewiczki szczęścia i ruszam do kuchni, szykować sobie bento do pracy, a Miłemu mojemu późny obiad. Nazwałam je tak po dziesięciu godzinach uganiania się po kinie. Naprawdę, z każdym krokiem przypominała mi się sztuka o "trzewiczkach szczęścia"... "FELEK : No, to teraz prezentujemy ;-) Kłaniamy się ;-) Trzewiczki szczęścia, Igiełka i ja.
środa, 13 stycznia 2010
Czarciku, jeśli połkniesz lalkowego bakcyla - cóż, podamy Ci namiary, gdzie można nabyć lalkę i pomożemy w zakupie, obiecuję :-) *** Wyobraźcie sobie - jutro oraz w sobotę i niedzielę mam wolne. Naprawdę. Będę gotowac i szyć, będę haftowac monogram na kolejnej saszetce, będę piec ciastka owsiane... Będę tulić się do Męża w miłym nicnierobieniu - nawet w pierwszej kolejności to właśnie będę robić - potem zaś przygotuję sobie kolejny fartuszek kuchenny do wykończenia. Będę spacerować i marzyć, będę głaskać kota i rzucać mu pluszową myszkę, będę słodko spać, będę pić wino z ukochanym, będę rozrysowywać wzór haftu na pięknym lnie, będę myślec o niebieskich migdałach, będę... To jak litania. Modlitwa o czas, modlitwa o siłę. Bo zanim będę robić to wszystko, idę do lekarza z moimi nie najlepszymi wynikami i moim ciśnieniem.
piątek, 08 stycznia 2010
Żaglowiec nazywa się Mayflower, kto nie kojarzy niech poczyta :-) To piękna i straszna historia. Oczywiscie schemat PP, oczywiście poduszka. Dla Kapitana :-)
środa, 06 stycznia 2010
Tak, to u mnie. Wczoraj w ramach okresowych badan w pracy usiłowano pobrać mi krew. Dwie osoby - pielęgniarka i lekarz - dokonały licznych wkłuć, stwierdziły, ze wampir nir miałby ze zmnie pożytku i że jako ewentualny narkoman jestem do bani - i nie pobrały tej nieszczęsnej krwi... Udało się to dzisiaj, z mało przyjemnego miejsca na wierzchu dłoni. A przy okazji stwierdzono, że moje ciśnienie to ledwożywe mniej niż 90 / 60. Już wiem, dlaczego ja - skowronek, co wstawał z łóżka skoro świt - nie mogę się dobudzić, jestem ciągle zmęczona, ale tak że szumi mi w uszach i ciemnieje przed oczami. Dlaczego mam problemy ze snem mimo ciągłego uczucia senności, dlaczego pocę się w nocy, dlaczego stale mi zimno, dlaczego mam dłonie i stopy jak sopelki. Jestem hipotonikiem. Z dobrych wiadomości - wolno mi nie ograniczać soli. Tyle, że ja nie bardzo lubię mocno solić :-) *** Wczoraj również udało mi się złapać odrobinkę światła. Na ostatnim zdjęciu, tym a jabłuszkiem widać, jak to światło zamiera powoli, jak zanika. Fotografia to dla mnie sztuka nie lada, wolę jednak szyć, niż fotografować... A przy okazji - zauważyliście, jak romantycznie ma ustawione oczka ta moja Yan? wznosi je do nieba prosząc o kolejną sukienkę... Projekt jest, ale do niej będzie trzeba poczekac na kolejną perukę, w nieludzkim ciemnoszarym odcieniu - i na tak zwane blankowe oczka, bez białek i źrenic - może jasnoszare, może lawendowe, które dopiero zamówię przy okazji zamawiania zbiorowego.
|
Archiwum
Zakładki:
Moje pasmanterie
Niemało nas :-)
Tu czeka na mnie lalka
Wzory, wzory...
|