Blog > Komentarze do wpisu

Czy naprawdę można nienawidzić świąt?

W tym roku nie pojadę do Rodziców. Nie będziemy śpiewać kolęd wracając z Pasterki, która jest jedyną moja mszą w roku, ale jaką... W kosciele wybudowanym okolo 1310 roku, którego mury zachowały w sobie gotycka surowość, z freskami które zachowały się na tyle pięknie, by opowiedziec historię stworzenia świata i narodzenia pańskiego, z wstęgami modlitw wychodzącymi z ust aniołów, ze sklepieniem sięgającym swymi żebrami nieba... Może to mdłe i romantyczne, ale po "Filarach ziemi" Folleta, które przeczytałam jako dziewczątko, ten jeden jedyny kościół jest moim ulubionym. Poza jasnym i pełnym światła Duomo we Florencji...

W każdym razie - w tym roku nie będę czekała w mroku o północy na procesję kapłanów niosących światło w oparach kadzidlanego dymu; nie będziemy całą rodziną wracać spiewając głośno "Bóg się rodzi"; nie będziemy fałszowac pod choinką po Wigilii.

W tym roku zostajemy w Gdańsku. Ale i tak przyrządzę barszcz mojej Mamy, bez którego nie ma dla mnie Bożego Narodzenia, upiekę uszka - tak, u nas jada się pieczone drożdżowe uszka z pysznym grzybowym farszem; zaniosę je wraz z garnkiem barszczu naszym Przyjaciołom, żeby poznali ten niezwykły smak. Zrobię rybę po grecku po swojemu i upiekę łososia z migdałami i imbirowo - miodową polewą.

I ubiorę po swojemu choinkę - będą pierniczki lukrowane na biało, serduszka z resztek tkanin, jednobarwne lampeczki, bombki, które pomału nam się zbierają... I co z tego, że to nie "trendy"? ma sie mnie podobać.

Zwykle co roku miałam już girlandę na drzwiach w pierwszym dniu adwentu i wieniec na stole...

***

Z lalkowego i ogólnie robótkowego frontu: Yan leży w pudle, nie ma nowej sukienki na Boże Narodzenie i ogólnie czuję, że to nie fair względem niej ;-) Ale skoro buty jeszcze nie doszły, to i z szyciem się wstrzymam.

 Patchworki też nietknięte, filcowanki nietknięte, ale za to obszyłam pewną ilość obrusów dla siebie  i Przyjaciółki,. I dziś nabyłam w Ikea tkaniny na nowe (swoją drogą - jak to jest, ze kiedy stół jest "goły" to ani okruszek, ani kropelka nie spadnie, a jak się położy bieżnik, to natychmiast się herbata z dzbanka nań wylewa?) Lubię ładnie ubrany stół, lubię dźwięk, jaki wydają filiżanki stawiane na tkaninie. Kupiłam zatem jedną szmatkę na obrus, jedną na prostokątny wąski bieżnik, drugą na prostokątny wąski bieżnik, trzecią... na prostokątny wąski bieżnik i fartuszek. Bo mi brak fartuszka w kuchni. I jeszcze dwie w celach patchworkowych, bo tego nigdy dość :-) Mam też jeszcze jedną na duży, bardzo gruby i mięsisty obrus i jedną zdobyczną na kwadratowy bieżniczek. Czerwony w złoty gwiazdy :-)

sobota, 19 grudnia 2009, maroccanmint

Polecane wpisy

  • Jestem tam

    Groźba spełniona. Trochę mi żal, bo nie mogę przenieść wszystkiego ze sobą, ale od dziś jestem tu: www.maroccanmint.blogspot.com Do zobaczenia!

  • Rozjuszyłam się

    Rano blox zeżarł mi wielki wpis - o tym co robiłam w weekend, co mnie spotkało w lesie, co wydziergałam, wyfilcowałam i uszyłam. O mojej nowej czerwonej szmince

  • Łóżko

Komentarze
brahdelt
2009/12/20 11:17:11
Zapewniam Cię, że można. Nie rozpisuję się na ten temat na blogu, bo nie chcę psuć nastroju tym, którzy święta kochają, ale mogłabym godzinami o tym, jak to zawsze kategorycznie musieliśmy być na wigilii i śniadaniu świątecznym NAJPIERW u mojej mamy, bo jeśli chcieliśmy pojechać do rodziny Roberta jako pierwszej, to była obraza na całe życie. Jak to mama nigdy nie jest usatysfakcjonowana prezentem niezależnie od tego, co jej daję, i sprawdza, czy finansowo wybraliśmy odpowiednie prezenty dla ciotek. Że święta nigdy nie miały dla mnie wymiaru religijnego, a rodzinny też do kitu, bo gra telewizor, rozmawia się o bzdurach i każdy na siłę odbębnia te kilka godzin przy stole, gdzie trzeba jeść do rozpęku, bo przecież tyle się przygotowało jedzenia, że teraz nie może się zmarnować. I jeszcze inne takie. Można nienawidzić świąt.
Mam nadzieję, że dotrze do Ciebie niebawem paczuszka z materiałami (wysłana w środę), może coś Cię zainspiruje i jednak zdążysz uszyć Yan sukienkę na imprezę sylwestrową! *^v^*
-
2009/12/20 14:21:29
Brahdelt, w takim razie postanowione - w przyszłym roku bezwzględnie spędzacie święta z nami - i nawet jeśli będziemy świętować Yule, a nie po chrześcijańsku, bo tak nam przyjdzie do głowy, to i tak będzie nam dobrze. Co Ty na to? Program będzie następujący:
1. Wigilia - siedzimy, jemy, pijemy, całujemy się pod jemiołą (każdy w swoim stadle ;-)), idziemy na pasterkę o północy do św. Mikołaja i przez całą mszę czytamy tablice donacyjne z różnych epok, za uzdrowienie żony i powrót galarów z ładunkiem; potem wracamy wydzierając się na całe gardło, ze z narodzenia pana dzień nam dziś wesoły (kto da radę, ten basem)
1. Pierwsze święto - leczymy gardła zdarte od śpiewu, jemy, spacerujemy nad morzem, pijemy, raczymy się herbatką i inszymi specjałami
2. Drugie święto - jemy, pijemy i ogólnie robimy co chcemy, w tym urządzamy sobie rajd po kościołach w celu obejrzenia wszystkich szopek - żeby było jak w Neapolu ;-)
Powyższy plan obejmuje: obrażenie co najmniej dwóch matek i tyluż teściowych, podróż pociągiem, wrogie spotkanie dwóch kotów, spanie na podłodze pod choinką, wspólne lukrowanie pierników, odmrażanie stóp na pasterce i straszny ścisk przy stole.
Co o tym myślisz? ;-)
-
2009/12/20 18:53:52
Ależ masz zapał do Świąt! Trochę Ci zazdroszczę, bo od kilku lat jest mi słabo jak pomyślę o świętach. Męczy mnie siedzenie przy stole, do kościoła nie chodzę. Co roku sobie obiecuję, że jak już będę duża to w okolicach świąt będę uciekała w odludne miejsce.
-
brahdelt
2009/12/20 21:37:47
A potem wszyscy pojedziemy na kilka dni do ojca Robert do jego domu pod Suwałkami, gdzie będą nas karmić dobrym jedzeniem, poić dobrymi alkoholami, i wcale nie trzeba po sobie zmywać a teściowie są zawsze uśmiechnięci! *^v^*
Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała, i jest duża szansa, że jeśli nie w te święta, to w ciągu przyszłego roku pokłócę się z moją matką definitywnie, wtedy wszystkie opcje są do rozpatrzenia.