Blog > Komentarze do wpisu

O czym nie pisałam dotąd?

Oglądałam dziś swojego bloga i zainteresowało mnie - dlaczego dotąd nic nie pisałam o mojej kuchni? Przecież spędzam na tych moich kuchennych trzech metrach kwadratowych wiele czasu ciesząc się smakami, aromatami, radością Mariusza...

Zniesiecie mnie, jeśli czasem wspomnę coś na ten temat? Bo ostatnio jakoś mnie korci do uzewnętrzniania swoich przemyśleń. Obiecuję - nie będę nikogo indoktrynować, będę za to się mądrzyć i uważać za kulinarny ósmy cud świata ;-) 

Moja kuchnia to składowisko różności - orientalne przyprawy rywalizują o lepsze z angielskim fajansem z różowo - czerwonymi dekoracjami; na relingu mieszka stara metalowa foremka w kształcie ryby, a nad całością czuwa zielony ceramiczny kot, który ma dla mnie szczególne znaczenie...

I co jada się w tej kuchni? Otóż - przede wszystkim makarony i warzywa. Mój Mąż, wychowany w tradycji niedzielnego rosołu i schabowego, miłośnik bigosu i goloneczki szybko przystosował się do ogromnych ilości klusek wszelakich i mięsa pojawiającego się od wielkiego dzwonu... Pałaszuje soczewicowe kotlety, dysponując do nich coraz to inny sos; zajada się zupą z soczewicy i soczewicą w indyjskim stylu, na słodko i pikantnie. Ja mięso jadam niechętnie, jeszcze najbardziej dam się skusić na coś surowego albo mocno wędzonego, ale kotlety, pieczenie, klopsy mogłyby dla mnie nie istnieć. I to nie dlatego, że jestem ortodoksyjną wegatarianką. Po prostu nie mam potrzeby jedzenia mięsa i już. Dlatego - jeśli już będę Was atakować przepisami, to czasem będzie to mięso, a czasem nie. Bez reguły...

Dziś, dla zachęty - a jakże - soczewica. Najlepsza do tego przepisu jest z rodzaju Dupuy, bo duża. Ale brązowa i czarna też dobrze smakują w tej wersji. Nie polecam tylko czerwonych połówek z przyczyn oczywistych.

Zatem - na dwie łakome osoby przygotowujemy taka porcję: kubek suchych ziaren myjemy, płuczemy i zostawiamy do namoczenia na pół godziny. Gotujemy tą soczewicę do miękkości i odcedzamy, ale tak, zeby ciut, ciut płynu pozostało. Solimy pod koniec gotowania, do smaku.

W międzyczasie - siekamy drobniutko sporą cebulę i dwa ząbki czosnku. Rozgrzewamy w rondlu sporą łyżkę masła i pomału smażymy cebulę i czosnek. Pomału, inaczej czosnek sie przypali i będzie charakterystycznie pachniał.  Kiedy cebula będzie już złocista, dosypujemy łyżkę cukru (ja używam tylko brązowego; myślę, że białego będzie trzeba wsypac mniej) i nadal pomału karmelizujemy tą cebulę na złocisto. Potem dodajemy ugotowaną soczewicę, sporo świeżo zmielonego czarnego pieprzu, ulubioną przyprawę - ja daję przyprawę orientalną z płatkami róży, która pachnie obłędnie i dobrze podkreśla smak soczewicy, ale myślę, ze garam-masala czy chana-masala ze szczyptą cynamonu też się sprawdzą. Na koniec duża garść rodzynek i pół godziny duszenia na maleńkim ogniu, pod przykryciem. Jeśłi soczewica nie była odsączona "na sucho", nie powinna się przypalać. W razie czego podlać łyżką wody i też będzie dobrze. Ma być słodkawa, pikantna, soczewicowa...

To danie pojawia się w moim domu często - do ryżu, marchwi z sezamem, kawałków usmażonego kurczaka i warzyw albo "na smutki". A że dobrze smakuje na zimno, można w lunch - boxie zabrać do pracy (jak coś zostanie). W podobny sposób robiłam też cieciorkę (wyznaję - puszkowaną) i zamierzam spróbowac z fasolą adzuki. Trzymajcie kciuki ;-)

Może wstawię zdjęcie?

poniedziałek, 05 października 2009, maroccanmint

Polecane wpisy

  • Cudowna jesień

    Na szczęście dla Was nie mam ciągot poetyckich, którymi mogłabym zadręczać :-) Za to są inne sposoby... Po pierwsze - dostałam pękatą przesyłkę od Brahdelt. Nie

  • Dziś obudził mnie deszcz...

    Wtulona w Mariusza, z ciepłym ciężarem kota u stóp długą chwilę słuchałam głośnego szumu. Deszcz padał bardzo silnie, było ciemno - całą sobą poczułam, że wresz

  • To było tak:

    Pod moim domem błąkał się kot. Nakarmiłam go w środę rano, nakarmiłam w środę wieczorem... Bury z białym krawatem, wystraszony, chudy. Bardzo, bardzo głodny. Ja

Komentarze
2009/10/05 20:28:17
Soczewicę jadłam raz i to właśnie tą czerwoną - połówki (i zupełnie nie rozumiem dlaczego jest gorsza bo się na tym nie znam) i powiem szczerze robiłam jak zwykłą jarzynową i mi nie bardzo smakowała, ale Twój przepis sam w sobie brzmi apetycznie więc może spróbuje :) a gdzie kupić te przyprawy? czy dostane je w sklepie ze zdrową żywnością ?
-
2009/10/05 22:05:43
Czarciku, czerwona soczewica w trakcie gotowania rozpada się, zatem do tego przepisu się nie nadaje. Moim zdaniem najlepsza jest na kotlety, w zupie by mnie nie zachwyciła.
A co do przypraw - ja mam taką właśnie ze sklepu z ekożywnością. Zużywam właśnie czwarte opakowanie tej "orientalnej z płatkami róży", a zawsze, kiedy widzę ją w sprzedaży, robię zapas. A chana-masala do cieciorki kupiłam w kuchniach świata i lubię jej zapach ;-)
-
2009/10/06 20:08:35
Już mi sie podoba Twoja kuchnia i ze względu na wystrój i na przyrządzane potrawy! Ja też nie potrzebuję za bardzo mięsa w jadłospisie i powolutku uczę męża, że nie umrze się z głodu kiedy nie skonsumuje się sztuki mięsiwa. Przepis na pewno wykorzystam. No i zdjęcia, zdjecia kuchni proszę!